Wasze złote chwile z ET.
: 2013-03-06, 13:20
How ya doin'? W tym temacie możecie opisywać wasze najlepsze chwile z ET, które wwierciły się wam w pamięć, nieważne czy komiczne, czy poważne. :)
Ja zacznę:
— Wyglądało to tak: Kilka lat temu byłem administratorem na pewnym serwerze. Kiedy się zalogowałem, na serwerze był jeden z głównych adminów. Mapa się kończyła, a następną miała być "Venice". Kiedy mapa się rozpoczęła head-admin powiedział że zbija, a pod jego nieobecność mam pilnować porządku. "Czyli to co zawsze" — pomyślałem. Tym razem jednak nie chodziło tylko o upominanie graczy o spam, dawanie mutów, banów, kicków... miałem skupić się na jedynym miejscu na mapie i go pilnować. Wtedy pomyślałem: "Okej, co to za miejsce?" Tym miejscem był spawn Axis obok fortepianu. Sądziłem, że muszę pilnować aby nie doszło do SK, czyli nic specjalnego. Okazało się jednak, że miałem pilnować samego fortepianu, powód: "Gracze zbyt częstą grają na nim i nie skupiają się na rozgrywce". Tak więc moje zadanie było następujące: Gibować każdego, kto zagra choć nutkę. Na to ja: "Z przyjemnością :D" Mapka się rozkręciła i pojawili się pierwsi amatorzy Chopin'a. Zrobiłem co musiałem, wszyscy dostali po gibie, a ja byłem uradowany, z bananem na twarzy. Sytuacja się powtórzyła, po czym pojawiły się pytania: "Za co?" Odpowiedziałem, że taką mam robotę, i aby zaczęli w końcu grać na poważnie. Wtedy szczena opadła mi na ziemię — połowa drużyny Axis, zebrała się dookoła fortepianu i wszyscy zaczęli grać, zgodnie z moimi wytycznymi, wszyscy skończyli jako flaczki. Sytuacja zaczęła się powtarzać, aż w końcu nawet kilku Alliantów chciało poczuć się niczym Mozart. Znów posypały się giby. Ewidentnie ludzie grali po to, by ich zgibować, a że mi to nie przeszkadzało, ba nawet sprawiało frajdę, kontynuowałem ten "gibfest". W pewnym momencie zalogował się inny head-adm. nawet nie zdążył zarzucić klasycznego "v54", od razu zapytał: "Co to k***a jest?" Opowiedziałem mu o sytuacji. Od tamtego momentu miałem rzucać warny za granie na fortepianie, a po 3 warnach kick. Wtedy ludzie się opamiętali... choć pozostało jeszcze kilku "orłów", którzy wzajemnie się pchali obok fortepianu, by któryś z nich zagrał jeszcze jedną nutkę.
Opiszcie wasze historie. :D
Ja zacznę:
— Wyglądało to tak: Kilka lat temu byłem administratorem na pewnym serwerze. Kiedy się zalogowałem, na serwerze był jeden z głównych adminów. Mapa się kończyła, a następną miała być "Venice". Kiedy mapa się rozpoczęła head-admin powiedział że zbija, a pod jego nieobecność mam pilnować porządku. "Czyli to co zawsze" — pomyślałem. Tym razem jednak nie chodziło tylko o upominanie graczy o spam, dawanie mutów, banów, kicków... miałem skupić się na jedynym miejscu na mapie i go pilnować. Wtedy pomyślałem: "Okej, co to za miejsce?" Tym miejscem był spawn Axis obok fortepianu. Sądziłem, że muszę pilnować aby nie doszło do SK, czyli nic specjalnego. Okazało się jednak, że miałem pilnować samego fortepianu, powód: "Gracze zbyt częstą grają na nim i nie skupiają się na rozgrywce". Tak więc moje zadanie było następujące: Gibować każdego, kto zagra choć nutkę. Na to ja: "Z przyjemnością :D" Mapka się rozkręciła i pojawili się pierwsi amatorzy Chopin'a. Zrobiłem co musiałem, wszyscy dostali po gibie, a ja byłem uradowany, z bananem na twarzy. Sytuacja się powtórzyła, po czym pojawiły się pytania: "Za co?" Odpowiedziałem, że taką mam robotę, i aby zaczęli w końcu grać na poważnie. Wtedy szczena opadła mi na ziemię — połowa drużyny Axis, zebrała się dookoła fortepianu i wszyscy zaczęli grać, zgodnie z moimi wytycznymi, wszyscy skończyli jako flaczki. Sytuacja zaczęła się powtarzać, aż w końcu nawet kilku Alliantów chciało poczuć się niczym Mozart. Znów posypały się giby. Ewidentnie ludzie grali po to, by ich zgibować, a że mi to nie przeszkadzało, ba nawet sprawiało frajdę, kontynuowałem ten "gibfest". W pewnym momencie zalogował się inny head-adm. nawet nie zdążył zarzucić klasycznego "v54", od razu zapytał: "Co to k***a jest?" Opowiedziałem mu o sytuacji. Od tamtego momentu miałem rzucać warny za granie na fortepianie, a po 3 warnach kick. Wtedy ludzie się opamiętali... choć pozostało jeszcze kilku "orłów", którzy wzajemnie się pchali obok fortepianu, by któryś z nich zagrał jeszcze jedną nutkę.
Opiszcie wasze historie. :D