Wasze złote chwile z ET.
- Szkarłatny***
- Plutonowy
- Posty: 209
- https://www.houzz.com/pro/kuchnie/meble-kuchenne-i-kuchnie-na-wymiar-warszawa
- Rejestracja: 2011-12-28, 17:51
- Nick w ET: SzkarwaT
- Lokalizacja: Konin
- Kontakt:
Wasze złote chwile z ET.
How ya doin'? W tym temacie możecie opisywać wasze najlepsze chwile z ET, które wwierciły się wam w pamięć, nieważne czy komiczne, czy poważne. :)
Ja zacznę:
— Wyglądało to tak: Kilka lat temu byłem administratorem na pewnym serwerze. Kiedy się zalogowałem, na serwerze był jeden z głównych adminów. Mapa się kończyła, a następną miała być "Venice". Kiedy mapa się rozpoczęła head-admin powiedział że zbija, a pod jego nieobecność mam pilnować porządku. "Czyli to co zawsze" — pomyślałem. Tym razem jednak nie chodziło tylko o upominanie graczy o spam, dawanie mutów, banów, kicków... miałem skupić się na jedynym miejscu na mapie i go pilnować. Wtedy pomyślałem: "Okej, co to za miejsce?" Tym miejscem był spawn Axis obok fortepianu. Sądziłem, że muszę pilnować aby nie doszło do SK, czyli nic specjalnego. Okazało się jednak, że miałem pilnować samego fortepianu, powód: "Gracze zbyt częstą grają na nim i nie skupiają się na rozgrywce". Tak więc moje zadanie było następujące: Gibować każdego, kto zagra choć nutkę. Na to ja: "Z przyjemnością :D" Mapka się rozkręciła i pojawili się pierwsi amatorzy Chopin'a. Zrobiłem co musiałem, wszyscy dostali po gibie, a ja byłem uradowany, z bananem na twarzy. Sytuacja się powtórzyła, po czym pojawiły się pytania: "Za co?" Odpowiedziałem, że taką mam robotę, i aby zaczęli w końcu grać na poważnie. Wtedy szczena opadła mi na ziemię — połowa drużyny Axis, zebrała się dookoła fortepianu i wszyscy zaczęli grać, zgodnie z moimi wytycznymi, wszyscy skończyli jako flaczki. Sytuacja zaczęła się powtarzać, aż w końcu nawet kilku Alliantów chciało poczuć się niczym Mozart. Znów posypały się giby. Ewidentnie ludzie grali po to, by ich zgibować, a że mi to nie przeszkadzało, ba nawet sprawiało frajdę, kontynuowałem ten "gibfest". W pewnym momencie zalogował się inny head-adm. nawet nie zdążył zarzucić klasycznego "v54", od razu zapytał: "Co to k***a jest?" Opowiedziałem mu o sytuacji. Od tamtego momentu miałem rzucać warny za granie na fortepianie, a po 3 warnach kick. Wtedy ludzie się opamiętali... choć pozostało jeszcze kilku "orłów", którzy wzajemnie się pchali obok fortepianu, by któryś z nich zagrał jeszcze jedną nutkę.
Opiszcie wasze historie. :D
Ja zacznę:
— Wyglądało to tak: Kilka lat temu byłem administratorem na pewnym serwerze. Kiedy się zalogowałem, na serwerze był jeden z głównych adminów. Mapa się kończyła, a następną miała być "Venice". Kiedy mapa się rozpoczęła head-admin powiedział że zbija, a pod jego nieobecność mam pilnować porządku. "Czyli to co zawsze" — pomyślałem. Tym razem jednak nie chodziło tylko o upominanie graczy o spam, dawanie mutów, banów, kicków... miałem skupić się na jedynym miejscu na mapie i go pilnować. Wtedy pomyślałem: "Okej, co to za miejsce?" Tym miejscem był spawn Axis obok fortepianu. Sądziłem, że muszę pilnować aby nie doszło do SK, czyli nic specjalnego. Okazało się jednak, że miałem pilnować samego fortepianu, powód: "Gracze zbyt częstą grają na nim i nie skupiają się na rozgrywce". Tak więc moje zadanie było następujące: Gibować każdego, kto zagra choć nutkę. Na to ja: "Z przyjemnością :D" Mapka się rozkręciła i pojawili się pierwsi amatorzy Chopin'a. Zrobiłem co musiałem, wszyscy dostali po gibie, a ja byłem uradowany, z bananem na twarzy. Sytuacja się powtórzyła, po czym pojawiły się pytania: "Za co?" Odpowiedziałem, że taką mam robotę, i aby zaczęli w końcu grać na poważnie. Wtedy szczena opadła mi na ziemię — połowa drużyny Axis, zebrała się dookoła fortepianu i wszyscy zaczęli grać, zgodnie z moimi wytycznymi, wszyscy skończyli jako flaczki. Sytuacja zaczęła się powtarzać, aż w końcu nawet kilku Alliantów chciało poczuć się niczym Mozart. Znów posypały się giby. Ewidentnie ludzie grali po to, by ich zgibować, a że mi to nie przeszkadzało, ba nawet sprawiało frajdę, kontynuowałem ten "gibfest". W pewnym momencie zalogował się inny head-adm. nawet nie zdążył zarzucić klasycznego "v54", od razu zapytał: "Co to k***a jest?" Opowiedziałem mu o sytuacji. Od tamtego momentu miałem rzucać warny za granie na fortepianie, a po 3 warnach kick. Wtedy ludzie się opamiętali... choć pozostało jeszcze kilku "orłów", którzy wzajemnie się pchali obok fortepianu, by któryś z nich zagrał jeszcze jedną nutkę.
Opiszcie wasze historie. :D
"Każdy dodatek do gazety, bateria do odtwarzacza, knedle – nic tam nie było, grzejniki i karmazyn, na wszystko ktoś rzucił zapytanie czemu dżemu nie ma."
- SPIDIvonMARDER
- Generał-komandor
- Posty: 3024
- Rejestracja: 2008-08-18, 14:07
- Nick w ET: SPIDIvonMARDER
- Kontakt:
Re: Wasze złote chwile z ET.
Kurczę... widzę, że nasze problemy na obj to pikuś przy chopeniadzie :P Ostre zasady mieliście na tamtym serwerze.
- Szkarłatny***
- Plutonowy
- Posty: 209
- Rejestracja: 2011-12-28, 17:51
- Nick w ET: SzkarwaT
- Lokalizacja: Konin
- Kontakt:
Re: Wasze złote chwile z ET.
Zasady były robione pod graczy, którzy w większości lubili się wydurniać. Powtarzano nam, abyśmy nie dawali sobie wchodzić na głowę i załatwiali sprawy prosto z mostu.
"Każdy dodatek do gazety, bateria do odtwarzacza, knedle – nic tam nie było, grzejniki i karmazyn, na wszystko ktoś rzucił zapytanie czemu dżemu nie ma."
Re: Wasze złote chwile z ET.
Ja raz dostałem bana od Krisa... niezapomniane przeżycie. Przynajmniej będę miał co opowiadać dzieciom!
Re: Wasze złote chwile z ET.
Jak dałem raz bana regisowi. Będę miał co opowiadać dzieciom :Dregis pisze:Ja raz dostałem bana od Krisa... niezapomniane przeżycie. Przynajmniej będę miał co opowiadać dzieciom!

"Jeżeli chcesz traktować dziewczyny obiektowo to przynajmniej rób to z klasą "
- SPIDIvonMARDER
- Generał-komandor
- Posty: 3024
- Rejestracja: 2008-08-18, 14:07
- Nick w ET: SPIDIvonMARDER
- Kontakt:
Re: Wasze złote chwile z ET.
Ciężko mi sobie przypomnieć coś naprawdę wyjątkowe. W ciągu tylu lat miałem mnóstwo razu do czynienia z jakaś "złotą chwilą", które niestety zaginęły w pamięci. W związku z tym przedstawię kilka sytuacji... które niekoniecznie były najlepsze ze wszystkich, ale i tak je miło wspominam.
Na pewno złotą chwilą jest każdy raz kiedy Pablo mnie za coś chwali na trenie. Warto wytrzymać te 2 godziny narzekań zerA, aby choć raz usłyszeć komplement od Pabla.
Dawno dawno temu, kiedy Regis był w moim klanie, mieliśmy spara z Deadly Shadows. Mapa: Supply Depot, my broniliśmy (wynika spara 2:2). Allies podłożyli bombę pod pierwsza bramę i w trójkę pilnowali planty. Wpadłem engiem do pomieszczenia i z MP 40 zabiłem jednego meda, z lugera enga i drugiego meda. Same hedy. Podejrzewam, że mieli mało hp, gdyż wcześniej reszta teamu chyba ich nadgryzła, ale mimo to, w pojedynkę i to lugerem rozwaliłem cały team wroga, a potem rozbroiłem plantę.
Innym razem, na trenie, na Adlerze pilnowałem dokumentów. W korytarzu obok mostku nad przepaścią napotkałem 3 medów wrogiego teamu (był tam Regis). Drugi klanowicz zabił chyba jednego, a ja drugiego. Potem mój teammate zginął, a ja zostałem z samym pistoletem. Zabiłem trzeciego meda, a także podniesionego przez niego kumpla. Były to to jakieś 4, albo nawet 5 fragów, 1 z MP40 i reszta z Lugera. Chyba nawet mam gdzieś demko z tej akcji.
Ech, to był czasy :P Mecze na pro, gdzie odgórnym ustaleniem była walka na same pistolety, zwane knypkami.
Na pewno złotą chwilą jest każdy raz kiedy Pablo mnie za coś chwali na trenie. Warto wytrzymać te 2 godziny narzekań zerA, aby choć raz usłyszeć komplement od Pabla.
Dawno dawno temu, kiedy Regis był w moim klanie, mieliśmy spara z Deadly Shadows. Mapa: Supply Depot, my broniliśmy (wynika spara 2:2). Allies podłożyli bombę pod pierwsza bramę i w trójkę pilnowali planty. Wpadłem engiem do pomieszczenia i z MP 40 zabiłem jednego meda, z lugera enga i drugiego meda. Same hedy. Podejrzewam, że mieli mało hp, gdyż wcześniej reszta teamu chyba ich nadgryzła, ale mimo to, w pojedynkę i to lugerem rozwaliłem cały team wroga, a potem rozbroiłem plantę.
Innym razem, na trenie, na Adlerze pilnowałem dokumentów. W korytarzu obok mostku nad przepaścią napotkałem 3 medów wrogiego teamu (był tam Regis). Drugi klanowicz zabił chyba jednego, a ja drugiego. Potem mój teammate zginął, a ja zostałem z samym pistoletem. Zabiłem trzeciego meda, a także podniesionego przez niego kumpla. Były to to jakieś 4, albo nawet 5 fragów, 1 z MP40 i reszta z Lugera. Chyba nawet mam gdzieś demko z tej akcji.
Ech, to był czasy :P Mecze na pro, gdzie odgórnym ustaleniem była walka na same pistolety, zwane knypkami.
Re: Wasze złote chwile z ET.
Złote chwilę z Et.
Nie przypominam sobie jakiś cudownych chwil z Et...
Głównie w pamięć wryły mi się wakacyjne (2012) wieczory, kiedy to po pracy grało się w Et dla relaxu i nie tylko, bo te 2 godz. gry razem z 1.godz lektury były moim katharzis.
Co do innych chwil, które też dobrze wspominam to:
Turniej "Noc Fragów" pozdro dla gejuszków :)
I w zasadzie każdy wieczór, nie tylko wtedy kiedy "coś się dzieje", ale także kiedy można pogadać i razem pograć w Et na NN z dobrym towarzystwem, tu pozdro dla wszystkich koleżków, czyl regularnych graczy NN
:D
Nie przypominam sobie jakiś cudownych chwil z Et...
Głównie w pamięć wryły mi się wakacyjne (2012) wieczory, kiedy to po pracy grało się w Et dla relaxu i nie tylko, bo te 2 godz. gry razem z 1.godz lektury były moim katharzis.
Co do innych chwil, które też dobrze wspominam to:
Turniej "Noc Fragów" pozdro dla gejuszków :)
I w zasadzie każdy wieczór, nie tylko wtedy kiedy "coś się dzieje", ale także kiedy można pogadać i razem pograć w Et na NN z dobrym towarzystwem, tu pozdro dla wszystkich koleżków, czyl regularnych graczy NN
:D
W$- never ending story