Trochę tu ucichło...
Na rozgrzewkę mała historia z mojego życia:
pewnego razu zapomniałem drzwi do klatki bloku, a nikogo nie było w domu. Siadłem wiec na schodach i czekałem, aż ktoś wróci. Nagle drzwi się otworzyły, choć nikogo dookoła nie było.
I coś większego:
Jeden z niemieckich U-Bootów był ostro ostrzeliwywany bombami głębinowymi. W pewnej chwili załoga usłyszała silne walniecie w górny pokład. Kiedy potem wynurzyli się, ujrzeli bombę głębinową wbitą w pokład. Nie mieli na pokładzie sapera, więc zwiększyli prędkość, a bomba sama odpadła.
Zgadnijcie czemu Amerykanie spóźnili się w wyścigu do Berlina? Owszem, taka była poniekąd umowa z Ruskimi, no i wiadomo, Huertgenwald Ardeny, Market Garden też im nie pomogły.
Ale pomimo tego i tak mieli nadal szansę, lecz ją zmarnowali, gdyż zamiast nacierać w kierunku stolicy, poszukiwali tajnej siedziby Hitlera w Bawarii, która miała przypominać stereotypowy Wilczy Szaniec czy Wolfensteina -> miała być gigantycznym kompleksem podziemnych schronów, będących czymś w rodzaju samodzielnego miasta.
Oczywiście nic takiego nie istniało -> Niemcy faktycznie rozpoczęli budowę schronów itd, ale poziom zaawansowania prac był na tyle niski, że umeblowano dosłownie parę pokoi.
Okręty Podwodne Widmo
Wiecie jakie dwa słowa wywoływały prawdziwą panikę wśród niemieckich marynarzy, co prześladowało ich w koszmarach, o czego uniknięcie się modlili?
SOKÓŁ i DZIK
Tak zwani "Straszni bracia".
ORP "Sokół i ORP "Dzik" to dwa bliźniacze polskie okręty podwodne dzierżawione od Royal Navy w okresie II wojny światowej. Czym sobie zasłużyły na takie miano? Skutecznością. W ciągu całego okresu wojny zatopiły razem ok 50 jednostek, w tym kilka okrętów wojennych! Strąciły i uszkodziły wiele samolotów. Ich skuteczność i nieuchwytność była niezwykle przerażająca, a także ich słynne flagi pirackie, na których zaznaczali kolejne zatopienia.
Podobnie przerażający, tyle że dla Ruskich był ORP "ORZEŁ", kolejny okręt podwodny, który samą swoja obecnością blokował radziecką żeglugę na całym wschodnim Bałtyku (1939)
Niezwykłe historie
- SPIDIvonMARDER
- Generał-komandor
- Posty: 3024
- https://www.houzz.com/pro/kuchnie/meble-kuchenne-i-kuchnie-na-wymiar-warszawa
- Rejestracja: 2008-08-18, 14:07
- Nick w ET: SPIDIvonMARDER
- Kontakt:
- SlaviaConsesiao
- Pierwszy sierżant
- Posty: 383
- Rejestracja: 2008-11-10, 13:19
- Nick w ET: ETPlayer
- Lokalizacja: Sadów
- Kontakt:
- SPIDIvonMARDER
- Generał-komandor
- Posty: 3024
- Rejestracja: 2008-08-18, 14:07
- Nick w ET: SPIDIvonMARDER
- Kontakt:
- SlaviaConsesiao
- Pierwszy sierżant
- Posty: 383
- Rejestracja: 2008-11-10, 13:19
- Nick w ET: ETPlayer
- Lokalizacja: Sadów
- Kontakt:
Dla rozluźnienia napiętej jak guma w majtkach atmosfery która ostatnio panuje na forum mam kolejny odcinek Sthefy mhoku ;)
[center]STREFA MROKU 3[/center]
[center]1. Nieświadoma...[/center]
Dziewczyna i jej chłopak udają się na randkę do lasu, jego samochodem. Kiedy zrobili to co mieli zrobić, chłopak wychodzi na chwile z samochodu celu oddania moczu na pobliskie drzewo. Dziewczyna zostaje i czeka na niego w samochodzie. Gdy po 5 minutach chłopak nie wraca, zaniepokojona dziewczyna wychodzi i patrzy w ciemny las. Po chwili zauważa mroczna postać mężczyzny, w której nie rozpoznaje swego chłopaka. Przerażona wsiada do samochodu i go odpala - w trakcie tej czynności słyszy dziwne skrzypiące drapanie po dachu samochodu, w końcu wciska pedał gazu i odjeżdża by powiadomić policje. Gdy po jakimś czasie wraca wraz z policja na miejsce, okazuje się, że powiesiła własnego chłopaka, który był związany lina a w momencie ruchu samochodu zawisł na drzewie. Drapanie w dach to były próby powiadomienia, dziewczyny by nie ruszała.
[center]2. Pechowy Seans[/center]
Czworo przyjaciół wybrało się do kina. Podczas seansu jedna z dziewczyn poczuła delikatne ukucie w rękę. Zaczęła się drapać. Na dłoni zobaczyła małe rozcięcie, trochę zakrwawione. Uznała, że to tylko zwykłe skaleczenie i nie przejmując się oglądała dalej film. Gdy seans się skończył dziewczyna wstała i zaczęła zakładać kurtkę. Jej chłopak zobaczył małą karteczkę przyczepioną do oparcia fotela. Odczepił ją i zdziwiony przeczytał: „Właśnie zaraziłaś się wirusem HIV”. Dziewczyna uznała to za głupi żart i nie przejęła się tym. Jednak dwa tygodnie później, gdy zrobiła sobie standardowe badanie krwi test wykazał obecność wirusa w organizmie. W fotelu, na którym siedziała dziewczyna była wbita igła od strzykawki brudna zakażoną krwią. Policja podobno odnotowała dużo takich przypadków w USA i Australii.
[center]3. Czarna Wołga[/center]
Bardzo znana polska legenda...
To złowrogie auto krążyć miało po polskich drogach i porywać młodych ludzi. Po co? Tu plotkarze byli niezdecydowani: niektórzy twierdzili, ze narządy ofiar były przeszczepiane rodzinom komunistycznych dygnitarzy. Inni - ze porwanych wykorzystywali seksualni zwyrodnialcy, tez zresztą czerwonej proweniencji. Nie było to zupełnie pozbawione podstaw: pezetpeerowscy urzędnicy, wzorem swoich moskiewskich “braci” upodobali sobie te właśnie markę samochodu. Źródło legendy zaś wywodziło się zapewne z Kremla. W latach 30. jeździły po Moskwie czarne limuzyny, które porywały ładne, młode dziewczyny dla zaspokajania erotycznych potrzeb partyjnej wierchuszki - w tym Berii. Ofiary, którym udało się przeżyć, opisały po latach swoje wspomnienia. Najbardziej radykalni wyznawcy mitu czarnej wołgi przysięgali wręcz, że samochodem jeżdżą wampiry. Legenda o handlarzach ludzkimi organami ma współczesna kontynuacje. (Tym bardziej prawdopodobna w kontekście niedawnej afery w pruszkowskim szpitalu, gdzie zdrowa nerka, wycięta młodej pacjentce, zginęła bez śladu.) Brzmi ona mniej więcej następująco: Dwie młode kobiety idą wieczorem do pubu. Po jakimś czasie jedna z nich postanawia wrócić do domu, po drodze odwiedzając toaletę. Tam traci przytomność. Budzi się nazajutrz za miastem, na poboczu ruchliwej trasy. Czuje się okropnie. Zauważa kartkę, przyczepiona do bluzki: „Właśnie usunięto ci nerkę. Musisz jak najszybciej pojechać do szpitala”. Lekarze stwierdzają, ze operacja została wykonana fachowo przez profesjonalnego lekarza. (Modyfikacja: dwaj młodzi Polacy jada na „saksy” do Niemiec. Pośrednik kwateruje ich w opuszczonym domu i częstuje alkoholem z narkotykiem. Po przebudzeniu okazuje się, że brakuje im nerek.). Legenda napisana przez Horatio Quriroge Opisuje on historie młodego małżeństwa, które spotyka, nieszczęście: żona nagle zapada na tajemnicza chorobę. Lekarze nie potrafią jej zdiagnozować. Z dnia na dzień kobieta traci siły, w końcu nie opuszcza już łóżka. Po jej śmierci zrozpaczony mąż podnosi poduszkę, na której spoczywała głowa ukochanej. Dziwi go nienaturalny ciężar; rozpruwa ja nożem i martwieje ze zgrozy: w pierzu tkwi monstrualnych rozmiarów ptasia pchla, której skórzasty odwłok napęczniał od krwi kobiety. Historie te, zmodyfikowana i dostosowana do polskich realiów, opowiadano mi kilka lat temu. Bohaterem był młody dyplomata, który powróciwszy z żoną z egzotycznej placówki, przywiózł stamtąd meble i dobytek, m.in. pościel zakażoną groźnymi insektami. Całe tomy zapełnić, by można legendami z początków lat 90, kiedy świat szalał ze strachu przed AIDS. Opowiadano o narkomanach, którzy z rozpaczy i z zemsty za swoja chorobą atakują ludzi w autobusach i tramwajach, wstrzykując im zakażoną krew. O pięknych dziewczynach, które po nocy spędzonej z przypadkowym partnerem zostawiają mu wiadomość (szminka na lustrze, rzecz jasna): ”Witaj w klubie sero pozytywnych”. O homoseksualnym światowym lobby bogaczy, którzy świadomie blokują rozwój badań nad lekiem na AIDS, ponieważ sami chcą mieć jedyny dostęp do lekarstw itp. Najnowsze legendy miejskie donoszą o tajemniczym wirusie RV K-17, który zamienia osobę zarażoną w wampira (zwiększa zdolności parapsychologiczne, powoduje śmierć na słońcu itd.) Ostatnio WHO ogłosiła hiobowa wieść: podczas pandemii ptasiej grypy może umrzeć 50 mln. osób. Czy legenda jest przypuszczenie, jakby, żywcem wyjęte z „Bastionu” Stephena Kinga, ze wywołujący ja wirus „uciekł” z rosyjskiego laboratorium, w którym naukowcy pracują nad nowoczesna bronią biologiczna? W takich opowieściach pojawia się echo tych samych lęków, które ogarniały społeczeństwa podczas epidemii dżumy czy ospy. Niektóre watki, np. opowieść o zarażającej mężczyzn pięknej dziewczynie, pochodzą jeszcze z tamtych czasów.
[center]4. Prowadzisz? Nie pij![/center]
Ciekawą legendą miejską jest warszawska opowieść o autentycznej postaci, tak zwanej „Lodzi - Milicjantce”, schizofreniczce, która ku utrapieniu kierowców i służb drogowych przez całe lata „kierowała ruchem” na skrzyżowaniu Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej. W II połowie lat 80. znikła, zapewne zmarła śmiercią naturalna. Warszawska wieść gmina uczciła ją jednak następującą legendą: „Lodzie” zabił na skrzyżowaniu pijany kierowca, który uciekł z miejsca wypadku. Od tej pory jej duch szuka zemsty na osobach, które prowadza po alkoholu - pojawia, się znienacka na drodze w mundurze milicjantki, powodując karambol, w którym ginie nietrzeźwy kierowca.
[center]5. Kolacja...[/center]
Małżeństwo wynajęło opiekunkę do dziecka na jeden wieczór. Nie zdawali sobie jednak sprawy, ze dziewczyna jest pod wpływem LSD. Gdy po paru godzinach nieobecności w domu zadzwoniliby upewnić się, że wszystko w porządku, dziewczyna odebrała telefon i poinformowali ich, ze wszystko jest świetnie a w tej chwili piecze indyka na kolacje. Dopiero gdy skończyli rozmawiać uświadomili sobie, ze nie mieli w domu indyka. Okazało się, ze dziewczyna upiekła ich dziecko...
[center]6. Pies rzeczywiście najlepszym przyjacielem człowieka[/center]
Pewnej nocy, mieszkającą samotnie kobietę zbudził jej wierny towarzysz - pies rasy doberman. Kobieta szybko zerwała się z łóżka i pobiegła zobaczyć co się dzieje. Gdy dotarła do psa, ten najzwyczajniej w świecie się …dusił. Przerażona, że jej pupilek z trudem łapie powietrze, natychmiast ubrała się i zawiozła dobermana do pobliskiego weterynarza. Ten na wpół jeszcze zaspany, na wpół rozdrażniony, że przerywa się jego sen, postanowił rzucić okiem na psa. Po ogólnych oględzinach przyznał, że nie jest do końca pewny przyczyny problemów z oddychaniem jej pupila, lecz stwierdził, że musi szybko interweniować, bo w przeciwnym razie pies niedługo się udusi. Nakazał kobiecie powrót do domu mówiąc, iż sam da sobie radę - musi jedynie przeprowadzić mały zabieg - a rano będzie mogła odebrać swojego pieska całego i zdrowego. Nieco uspokojona właścicielka opuściła dom weterynarza, wsiadła do samochodu i udała się w stronę swojego domu. Ledwie otworzyła drzwi, gdy dobiegł ją głośny dźwięk telefonu. Zdziwiona, kto może do niej dzwonić o tej porze, podniosła słuchawkę. „Proszę natychmiast uciekać z domu i wezwać policję! - usłyszała głos weterynarza - pani pies dusił się, gdyż w jego gardle utknęły odgryzione 3 męskie palce!”. Przerażona kobieta zrobiła tak, jak nakazał jej weterynarz i już po 10 minutach w jej domu zjawili się policjanci. W łazience znaleźli oni zakrwawionego seryjnego mordercę z odgryzionymi trzema palcami, którego poszukiwali już od kilku miesięcy.
[center]7. Nie ten morderca[/center]
W ulewną noc pewna dziewczyna wracała samochodem do domu. Krople rzęsistego deszczu bębniły o dach jej samochodu i ściekały strumieniami po szybach, wiatr zawodził na zewnątrz a ona przemierzała samochodem drogę pośród gęstych lasów. Wkrótce miała rozpętać się prawdziwa burza. Usłyszała już pierwsze, stłumione odgłosy grzmotów, gdy nagle spiker radiowy przerwał audycję muzyczną by nadać komunikat o niebezpiecznym psychopacie który uciekł z pobliskiego zakładu psychiatrycznego. Dokonał on wcześniej kilku brutalnych morderstw, toteż spiker poważnym tonem pouczył słuchaczy, by ci zamknęli się w swych domach, dopóki policja nie złapie uciekiniera. Dziewczyna zdołała jeszcze przejechać paręset metrów po tym komunikacie, gdy nagle jej auto zaczęło powoli zwalniać i się zatrzymywać…skończyła jej się benzyna! Przerażona dziewczyna wpadła w panikę, gdy nagle tuż za drzewami ujrzała małą stację benzynową i sklepik. Włączyła rezerwę i udało jej się resztkami paliwa wtoczyć wóz na betonowy podjazd. Otworzyła drzwi i wysunęła się z samochodu wprost w mroźny, niemiłosiernie siąpiący deszcz. Zatankowała bak do pełna i szybkim krokiem udała się do sklepiku, by zapłacić za benzynę. Otworzyła drzwi i weszła do mrocznego, oświetlonego zaledwie jedną, psującą się jarzeniówką pomieszczenia. „Zatankowałam i chciałabym zapłacić za benzynę!” zawołała dziewczyna, gdyż pomieszczenie było zupełnie puste. Poczekała chwilę, lecz nie usłyszała żadnej odpowiedzi…Postąpiła kilka kroków naprzód, w kierunku obskurnych drzwi prowadzących na zaplecze. Podeszła do nich i delikatnie nacisnęła klamkę…drzwi skrzypnęły i powoli się uchyliły odsłaniając skąpane w mroku pomieszczenie. Dziewczyna wytężyła wzrok i zobaczyła, że w cieniach pomiędzy półkami ktoś stoi. Wysoki mężczyzna ubrany w roboczy kombinezon wyszedł z cienia i powoli, bez słowa szedł w kierunku dziewczyny. „Kim pan jest?” zapytała dziewczyna. Ręce drżały jej ze strachu. „Ja-a je-ee-estem kie-kierownikiem stacji” wyjąkał nieznajomy. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem i dostrzegła, że w ręce trzyma on długi nóż…Pobladła i spojrzała przerażeniem na mężczyznę. Ten szybko zorientował się, że dostrzegła ona jego nóż i zaczął wyjaśniać: „to-o ty-tylko…” lecz nie zdołał dokończyć gdyż dziewczyna pędem rzuciła się w kierunku wyjścia. Nieznajomy rzucił się za nią w pogoń. Oboje wypadli ze sklepu wprost w strugi ulewnego deszczu. Przerażona dziewczyna biegła w kierunku swego samochodu słysząc kroki napastnika tuż za sobą. Nieustanne pluskanie ciężkich butów o pokryty kałużami beton zbliżało się coraz bardziej…gdy dziewczyna zdołała dosięgnąć klamki od drzwi swego samochodu. Wskoczyła do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi nim mężczyzna zdążył ją dogonić. Szybko wyciągnęła z kieszeni kluczyki i rzucając nerwowe spojrzenia w kierunku nieznajomego, zdołała przekręcić kluczyk w stacyjce. Jednakże on już jej nie gonił - widziała tylko czarny kontur postaci stojący kilka metrów od jej auta wśród siąpiącego deszczu. Światła samochodu rozbłysły, gdy nagle mężczyzna rzucił się w kierunku jej okna, waląc po nim pięściami i krzycząc „O-On….on..!” Jednakże dziewczyna wcisnęła gaz, koła zapiszczały i samochód ruszył pędem przed siebie zostawiając mężczyzną w kombinezonie na podjeździe…Pośród pisku opon i ryku silnika nie zdołała usłyszeć ostatniego zdania, które próbował jej powiedzieć nieznajomy. Na nieszczęście dla niej. Brzmiało ono: „on jest na tylnym siedzeniu!”
Rano policja wezwana przez jąkającego się właściciela stacji znalazła jej samochód kilometr dalej. Szyby spływały krwią, a ciało dziewczyny porąbane było siekierą na kawałki. Zbiega-psychopaty nie udało się złapać.
[center]
8. Kolejny kandydat do "najmocniejszych alkoholi świata"?[/center]
Kilka lat temu, pewna rodzina wprowadziła się do starego, wiktoriańskiego domostwa, które kupiła po zniżkowej cenie. Już pierwszego dnia ochoczo zabrali się do rozpakowywania dopiero co przywiezionych mebli i sprzętów, które zabrali z poprzedniego mieszkania. Ponieważ nie zdążyli uporać się z tym przed zmrokiem, postanowili nie rozpakowane jeszcze rzeczy schować do piwnicy. Podczas znoszenia pakunków zauważyli, że w rogu pomieszczenia znajduje się skrzętnie ustawiony rząd drewnianych, solidnych beczek na wino. „Doskonale! - ucieszyła się żona - Będziemy mogli je przeciąć na pół i posadzić w nich drzewka brzoskwiniowe!”. Mąż również ochoczo przystał na tę propozycję, toteż już następnego dnia zabrali się do pracy. Nie była ona wcale lekka, gdyż solidnie wykonane beczki nie dały się łatwo rozpołowić. Pracował w pocie czoła, aż doszedł do ostatniej. „Hej! Ona jest pełna!- zawołał do małżonki- będziemy mieli co sączyć przy kominku!”. Problem w tym, jak otworzyć taką beczkę bez uszkodzenia jej i wylania zawartości? „Chodźmy do baru, tam na pewno nam doradzą” zasugerowała żona i tak też zrobili. W barze otrzymali specjalny sprzęt - należało jedynie zrobić mały otwór w beczce i zamontować odpowiednie kureczek do nalewania. Gdy przewiercali beczkę doszedł ich upojny zapach starego wina. Szybko zamontowali sprzęt, skosztowali trunku, po czym zgodnie stwierdzili, że jest on wyborny. Delektowali się nim przez całą zimę, aż w końcu kurek całkowicie się osuszył. Para była mocna zdziwiona, że wino skończyło się tak szybko - mieli wszak całą beczkę! Zrozumieli to dopiero, gdy rozcięli beczkę na pół, znajdując w niej dobrze zakonserwowane, pocięte w kawałki zwłoki mężczyzny, które wypełniały większą część antału.
[center]
9. Nie dla ludzi o słabych nerwach[/center]
Pewna dziewczyna chciała dostać się do elitarnego bractwa na jednej z uczelni. Członkowie klubu obiecali jej przyjęcie, jeśli wykona pewne zadanie, które przedstawią jej dopiero we właściwym momencie. Pewnej nocy do okna dziewczyny zapukała jedna z koleżanek, która należała już do bractwa. „ubieraj się i idziemy! Dziś twoja kolej na dołączenie do klubu!” szepnęła. Dziewczyna szybko wrzuciła na siebie ubrania i cichutko wyślizgnęła się z akademika. Samochód już czekał na nią pod bramą. „Dokąd jedziemy?” spytała wsiadając. „Dowiesz się tego we właściwym czasie” brzmiała odpowiedź. Po kilkunastu minutach jazdy znaleźli się przed bramą cmentarza. „Dwa dni temu zmarła w mieście jakaś kobieta. Jej ciało leży w kaplicy, pośrodku tego cmentarza. Wprawdzie trumna była zamknięta, ale nie ma takich rzeczy z którymi nie umieli byśmy sobie poradzić- teraz już jest otwarta. Słuchaj uważnie- na czole denatki położyliśmy złotą monetę, wystarczy że wejdziesz do kaplicy, zabierzesz jej pieniążka i wrócisz tutaj. My będziemy czekać dokładnie w tym miejscu”. Dziewczyna była przerażona, lecz chęć dołączenia do bractwa wzięła górę i już po chwili przestąpiła bramę cmentarza. Im dalej zagłębiała się wśród grobów tym okolica wydawała się bardziej upiorna. Szum wiatru, pohukiwanie sów i pomniki, które w blasku księżyca wyglądały niczym potworne karykatury napawały ją lękiem. Jednakże starała się panować nad swymi emocjami i już po kilkunastu minutach stała u wrót kaplicy. Pchnęła je i drzwi ustąpiły z głośnym zgrzytem. Rozdygotana weszła do środka i zobaczyła otwartą trumnę, a w niej ubraną na czarną zmarłą. Jej twarz była potwornie blada, a ręce złożone na piersiach przypominały szpony. Lecz najważniejsze było jej czoło, bowiem to na nim spoczywała mała, złota moneta. Dziewczyna wyciągnęła drżącą rękę…podniosła monetę…i zaczęła co sił w nogach uciekać do wyjścia. Jej nerwy były krańcowo napięte. Biegła na oślep pomiędzy grobami, co chwila się potykając i marząc, by znaleźć się już w bezpiecznym wnętrzu samochodu, pośród swych znajomych. Nagle poczuła że coś chwyta ją za kurtkę…przed oczyma dziewczyny od razu stanęła twarz kobiety w trumnie i jej szponiaste dłonie. Jednakże obraz nie pozostał zbyt długo - dziewczyna o słabych nerwach zmarła na atak serca. Rano przyjaciele znaleźli ją martwą z szeroko otwartymi ustami i krzykiem, który zamarł jej na ustach. Kaptur jej kurtki zaczepiony był o skrzydło marmurowego posągu anioła…
[center]
10. Niezbyt zdrowa psychicznie...
[/center]
Pewnego razu samotna starsza pani wzięła na spacer swojego pupilka - ukochanego pudla. Byli już dosyć daleko od domu, kiedy to dopadł ich ulewny deszcz. Nim zdołali wrócić, oboje byli już przemoczeni do suchej nitki. Starsza kobieta szybko zrzuciła z siebie przemoczone ubranie, nałożyła szlafrok i pobiegła, by wysuszyć sierść swego podopiecznego. Szukając najszybszego sposobu, by nie dopuścić do przeziębienia się pudelka, jej wzrok padł na stojącą w kuchni mikrofalówkę. Włożyła pieska do środka, ustawiła czas podgrzewania i wyszła, by wysuszyć swoje włosy. Starsza pani nie była jednak „do przodu” z nowoczesną techniką i nie przewidziała efektów suszenia psa w mikrofalówce. Toteż wielkie było jej zdziwienie, kiedy to mikrofalówka eksplodowała, rozrzucając zakrwawioną sierść i wnętrzności jej pupilka po całej kuchni.
I na koniec coś na poprawienie humoru biggrin1.gif
[center]11. Wpadka[/center]
Pewien mężczyzna lubiący polowania wprowadził się wraz ze swym psem do nowego domu. Okolica wydawała się bardzo zaciszna - mieszkające w sąsiedztwie dwie starsze panie bardzo polubiły nowego sąsiada i jego wiernego towarzysza. Piesek zaprzyjaźnił się nawet z ich śnieżnobiałym króliczkiem, który był pupilkiem staruszek! Pewnego wieczoru mężczyzna wrócił z pracy bardzo zmęczony po ciężkim dniu. Jego pies jednak radośnie podskakując i machając ogonem domagał się cowieczornego spaceru. Mężczyzna był jednak tak zmęczony, że tylko wypuścił kudłatego zwierzaka na podwórko, a sam położył się do łóżka. Po mniej więcej godzinie obudziło go szczekanie do drzwi. Zaspany poszedł je otworzyć…i sen szybko zniknął mu z oczu kiedy zobaczył, że piesek…trzyma w zębach królika sąsiadek! Szybko zabrał futrzaka ubrudzonego błotem, umył go i wysuszył mu sierść. Dokładnie obejrzał zwierzątko, a gdy stwierdził, że nie ma ono śladów pogryzienia (całe szczęście że pies nie wbił mocniej zębów!) postanowił zakraść się do domu staruszek i umieścić ich pupilka ponownie w klatce. Gdy zagasły wszystkie światła mężczyzna udał się do domu sąsiadek , ułożył króliczka obok jego miski i wrócił do domu. Rankiem wychodząc do pracy zauważył obie starsze panie rozdygotane i patrzące z przerażeniem do klatki, gdzie leżał ich martwy zwierzak. Jedna z nich nawet bezustannie kreśliła nad futrzakiem znak krzyża! „no to wpadłem” pomyślał mężczyzna ale postanowił udawać, że nie wie o co chodzi. Przechodząc obok staruszek przybrał zatroskaną minę i zapytał: „co się stało? Czy króliczek zdechł?”
„tak zdechł”- stwierdziła jedna z przerażonych staruszek, „tyle że pochowałyśmy go w ogródku dwa dni temu, a dziś on wrócił do klatki!”
[center]STREFA MROKU 3[/center]
[center]1. Nieświadoma...[/center]
Dziewczyna i jej chłopak udają się na randkę do lasu, jego samochodem. Kiedy zrobili to co mieli zrobić, chłopak wychodzi na chwile z samochodu celu oddania moczu na pobliskie drzewo. Dziewczyna zostaje i czeka na niego w samochodzie. Gdy po 5 minutach chłopak nie wraca, zaniepokojona dziewczyna wychodzi i patrzy w ciemny las. Po chwili zauważa mroczna postać mężczyzny, w której nie rozpoznaje swego chłopaka. Przerażona wsiada do samochodu i go odpala - w trakcie tej czynności słyszy dziwne skrzypiące drapanie po dachu samochodu, w końcu wciska pedał gazu i odjeżdża by powiadomić policje. Gdy po jakimś czasie wraca wraz z policja na miejsce, okazuje się, że powiesiła własnego chłopaka, który był związany lina a w momencie ruchu samochodu zawisł na drzewie. Drapanie w dach to były próby powiadomienia, dziewczyny by nie ruszała.
[center]2. Pechowy Seans[/center]
Czworo przyjaciół wybrało się do kina. Podczas seansu jedna z dziewczyn poczuła delikatne ukucie w rękę. Zaczęła się drapać. Na dłoni zobaczyła małe rozcięcie, trochę zakrwawione. Uznała, że to tylko zwykłe skaleczenie i nie przejmując się oglądała dalej film. Gdy seans się skończył dziewczyna wstała i zaczęła zakładać kurtkę. Jej chłopak zobaczył małą karteczkę przyczepioną do oparcia fotela. Odczepił ją i zdziwiony przeczytał: „Właśnie zaraziłaś się wirusem HIV”. Dziewczyna uznała to za głupi żart i nie przejęła się tym. Jednak dwa tygodnie później, gdy zrobiła sobie standardowe badanie krwi test wykazał obecność wirusa w organizmie. W fotelu, na którym siedziała dziewczyna była wbita igła od strzykawki brudna zakażoną krwią. Policja podobno odnotowała dużo takich przypadków w USA i Australii.
[center]3. Czarna Wołga[/center]
Bardzo znana polska legenda...
To złowrogie auto krążyć miało po polskich drogach i porywać młodych ludzi. Po co? Tu plotkarze byli niezdecydowani: niektórzy twierdzili, ze narządy ofiar były przeszczepiane rodzinom komunistycznych dygnitarzy. Inni - ze porwanych wykorzystywali seksualni zwyrodnialcy, tez zresztą czerwonej proweniencji. Nie było to zupełnie pozbawione podstaw: pezetpeerowscy urzędnicy, wzorem swoich moskiewskich “braci” upodobali sobie te właśnie markę samochodu. Źródło legendy zaś wywodziło się zapewne z Kremla. W latach 30. jeździły po Moskwie czarne limuzyny, które porywały ładne, młode dziewczyny dla zaspokajania erotycznych potrzeb partyjnej wierchuszki - w tym Berii. Ofiary, którym udało się przeżyć, opisały po latach swoje wspomnienia. Najbardziej radykalni wyznawcy mitu czarnej wołgi przysięgali wręcz, że samochodem jeżdżą wampiry. Legenda o handlarzach ludzkimi organami ma współczesna kontynuacje. (Tym bardziej prawdopodobna w kontekście niedawnej afery w pruszkowskim szpitalu, gdzie zdrowa nerka, wycięta młodej pacjentce, zginęła bez śladu.) Brzmi ona mniej więcej następująco: Dwie młode kobiety idą wieczorem do pubu. Po jakimś czasie jedna z nich postanawia wrócić do domu, po drodze odwiedzając toaletę. Tam traci przytomność. Budzi się nazajutrz za miastem, na poboczu ruchliwej trasy. Czuje się okropnie. Zauważa kartkę, przyczepiona do bluzki: „Właśnie usunięto ci nerkę. Musisz jak najszybciej pojechać do szpitala”. Lekarze stwierdzają, ze operacja została wykonana fachowo przez profesjonalnego lekarza. (Modyfikacja: dwaj młodzi Polacy jada na „saksy” do Niemiec. Pośrednik kwateruje ich w opuszczonym domu i częstuje alkoholem z narkotykiem. Po przebudzeniu okazuje się, że brakuje im nerek.). Legenda napisana przez Horatio Quriroge Opisuje on historie młodego małżeństwa, które spotyka, nieszczęście: żona nagle zapada na tajemnicza chorobę. Lekarze nie potrafią jej zdiagnozować. Z dnia na dzień kobieta traci siły, w końcu nie opuszcza już łóżka. Po jej śmierci zrozpaczony mąż podnosi poduszkę, na której spoczywała głowa ukochanej. Dziwi go nienaturalny ciężar; rozpruwa ja nożem i martwieje ze zgrozy: w pierzu tkwi monstrualnych rozmiarów ptasia pchla, której skórzasty odwłok napęczniał od krwi kobiety. Historie te, zmodyfikowana i dostosowana do polskich realiów, opowiadano mi kilka lat temu. Bohaterem był młody dyplomata, który powróciwszy z żoną z egzotycznej placówki, przywiózł stamtąd meble i dobytek, m.in. pościel zakażoną groźnymi insektami. Całe tomy zapełnić, by można legendami z początków lat 90, kiedy świat szalał ze strachu przed AIDS. Opowiadano o narkomanach, którzy z rozpaczy i z zemsty za swoja chorobą atakują ludzi w autobusach i tramwajach, wstrzykując im zakażoną krew. O pięknych dziewczynach, które po nocy spędzonej z przypadkowym partnerem zostawiają mu wiadomość (szminka na lustrze, rzecz jasna): ”Witaj w klubie sero pozytywnych”. O homoseksualnym światowym lobby bogaczy, którzy świadomie blokują rozwój badań nad lekiem na AIDS, ponieważ sami chcą mieć jedyny dostęp do lekarstw itp. Najnowsze legendy miejskie donoszą o tajemniczym wirusie RV K-17, który zamienia osobę zarażoną w wampira (zwiększa zdolności parapsychologiczne, powoduje śmierć na słońcu itd.) Ostatnio WHO ogłosiła hiobowa wieść: podczas pandemii ptasiej grypy może umrzeć 50 mln. osób. Czy legenda jest przypuszczenie, jakby, żywcem wyjęte z „Bastionu” Stephena Kinga, ze wywołujący ja wirus „uciekł” z rosyjskiego laboratorium, w którym naukowcy pracują nad nowoczesna bronią biologiczna? W takich opowieściach pojawia się echo tych samych lęków, które ogarniały społeczeństwa podczas epidemii dżumy czy ospy. Niektóre watki, np. opowieść o zarażającej mężczyzn pięknej dziewczynie, pochodzą jeszcze z tamtych czasów.
[center]4. Prowadzisz? Nie pij![/center]
Ciekawą legendą miejską jest warszawska opowieść o autentycznej postaci, tak zwanej „Lodzi - Milicjantce”, schizofreniczce, która ku utrapieniu kierowców i służb drogowych przez całe lata „kierowała ruchem” na skrzyżowaniu Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej. W II połowie lat 80. znikła, zapewne zmarła śmiercią naturalna. Warszawska wieść gmina uczciła ją jednak następującą legendą: „Lodzie” zabił na skrzyżowaniu pijany kierowca, który uciekł z miejsca wypadku. Od tej pory jej duch szuka zemsty na osobach, które prowadza po alkoholu - pojawia, się znienacka na drodze w mundurze milicjantki, powodując karambol, w którym ginie nietrzeźwy kierowca.
[center]5. Kolacja...[/center]
Małżeństwo wynajęło opiekunkę do dziecka na jeden wieczór. Nie zdawali sobie jednak sprawy, ze dziewczyna jest pod wpływem LSD. Gdy po paru godzinach nieobecności w domu zadzwoniliby upewnić się, że wszystko w porządku, dziewczyna odebrała telefon i poinformowali ich, ze wszystko jest świetnie a w tej chwili piecze indyka na kolacje. Dopiero gdy skończyli rozmawiać uświadomili sobie, ze nie mieli w domu indyka. Okazało się, ze dziewczyna upiekła ich dziecko...
[center]6. Pies rzeczywiście najlepszym przyjacielem człowieka[/center]
Pewnej nocy, mieszkającą samotnie kobietę zbudził jej wierny towarzysz - pies rasy doberman. Kobieta szybko zerwała się z łóżka i pobiegła zobaczyć co się dzieje. Gdy dotarła do psa, ten najzwyczajniej w świecie się …dusił. Przerażona, że jej pupilek z trudem łapie powietrze, natychmiast ubrała się i zawiozła dobermana do pobliskiego weterynarza. Ten na wpół jeszcze zaspany, na wpół rozdrażniony, że przerywa się jego sen, postanowił rzucić okiem na psa. Po ogólnych oględzinach przyznał, że nie jest do końca pewny przyczyny problemów z oddychaniem jej pupila, lecz stwierdził, że musi szybko interweniować, bo w przeciwnym razie pies niedługo się udusi. Nakazał kobiecie powrót do domu mówiąc, iż sam da sobie radę - musi jedynie przeprowadzić mały zabieg - a rano będzie mogła odebrać swojego pieska całego i zdrowego. Nieco uspokojona właścicielka opuściła dom weterynarza, wsiadła do samochodu i udała się w stronę swojego domu. Ledwie otworzyła drzwi, gdy dobiegł ją głośny dźwięk telefonu. Zdziwiona, kto może do niej dzwonić o tej porze, podniosła słuchawkę. „Proszę natychmiast uciekać z domu i wezwać policję! - usłyszała głos weterynarza - pani pies dusił się, gdyż w jego gardle utknęły odgryzione 3 męskie palce!”. Przerażona kobieta zrobiła tak, jak nakazał jej weterynarz i już po 10 minutach w jej domu zjawili się policjanci. W łazience znaleźli oni zakrwawionego seryjnego mordercę z odgryzionymi trzema palcami, którego poszukiwali już od kilku miesięcy.
[center]7. Nie ten morderca[/center]
W ulewną noc pewna dziewczyna wracała samochodem do domu. Krople rzęsistego deszczu bębniły o dach jej samochodu i ściekały strumieniami po szybach, wiatr zawodził na zewnątrz a ona przemierzała samochodem drogę pośród gęstych lasów. Wkrótce miała rozpętać się prawdziwa burza. Usłyszała już pierwsze, stłumione odgłosy grzmotów, gdy nagle spiker radiowy przerwał audycję muzyczną by nadać komunikat o niebezpiecznym psychopacie który uciekł z pobliskiego zakładu psychiatrycznego. Dokonał on wcześniej kilku brutalnych morderstw, toteż spiker poważnym tonem pouczył słuchaczy, by ci zamknęli się w swych domach, dopóki policja nie złapie uciekiniera. Dziewczyna zdołała jeszcze przejechać paręset metrów po tym komunikacie, gdy nagle jej auto zaczęło powoli zwalniać i się zatrzymywać…skończyła jej się benzyna! Przerażona dziewczyna wpadła w panikę, gdy nagle tuż za drzewami ujrzała małą stację benzynową i sklepik. Włączyła rezerwę i udało jej się resztkami paliwa wtoczyć wóz na betonowy podjazd. Otworzyła drzwi i wysunęła się z samochodu wprost w mroźny, niemiłosiernie siąpiący deszcz. Zatankowała bak do pełna i szybkim krokiem udała się do sklepiku, by zapłacić za benzynę. Otworzyła drzwi i weszła do mrocznego, oświetlonego zaledwie jedną, psującą się jarzeniówką pomieszczenia. „Zatankowałam i chciałabym zapłacić za benzynę!” zawołała dziewczyna, gdyż pomieszczenie było zupełnie puste. Poczekała chwilę, lecz nie usłyszała żadnej odpowiedzi…Postąpiła kilka kroków naprzód, w kierunku obskurnych drzwi prowadzących na zaplecze. Podeszła do nich i delikatnie nacisnęła klamkę…drzwi skrzypnęły i powoli się uchyliły odsłaniając skąpane w mroku pomieszczenie. Dziewczyna wytężyła wzrok i zobaczyła, że w cieniach pomiędzy półkami ktoś stoi. Wysoki mężczyzna ubrany w roboczy kombinezon wyszedł z cienia i powoli, bez słowa szedł w kierunku dziewczyny. „Kim pan jest?” zapytała dziewczyna. Ręce drżały jej ze strachu. „Ja-a je-ee-estem kie-kierownikiem stacji” wyjąkał nieznajomy. Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem i dostrzegła, że w ręce trzyma on długi nóż…Pobladła i spojrzała przerażeniem na mężczyznę. Ten szybko zorientował się, że dostrzegła ona jego nóż i zaczął wyjaśniać: „to-o ty-tylko…” lecz nie zdołał dokończyć gdyż dziewczyna pędem rzuciła się w kierunku wyjścia. Nieznajomy rzucił się za nią w pogoń. Oboje wypadli ze sklepu wprost w strugi ulewnego deszczu. Przerażona dziewczyna biegła w kierunku swego samochodu słysząc kroki napastnika tuż za sobą. Nieustanne pluskanie ciężkich butów o pokryty kałużami beton zbliżało się coraz bardziej…gdy dziewczyna zdołała dosięgnąć klamki od drzwi swego samochodu. Wskoczyła do środka i zatrzasnęła za sobą drzwi nim mężczyzna zdążył ją dogonić. Szybko wyciągnęła z kieszeni kluczyki i rzucając nerwowe spojrzenia w kierunku nieznajomego, zdołała przekręcić kluczyk w stacyjce. Jednakże on już jej nie gonił - widziała tylko czarny kontur postaci stojący kilka metrów od jej auta wśród siąpiącego deszczu. Światła samochodu rozbłysły, gdy nagle mężczyzna rzucił się w kierunku jej okna, waląc po nim pięściami i krzycząc „O-On….on..!” Jednakże dziewczyna wcisnęła gaz, koła zapiszczały i samochód ruszył pędem przed siebie zostawiając mężczyzną w kombinezonie na podjeździe…Pośród pisku opon i ryku silnika nie zdołała usłyszeć ostatniego zdania, które próbował jej powiedzieć nieznajomy. Na nieszczęście dla niej. Brzmiało ono: „on jest na tylnym siedzeniu!”
Rano policja wezwana przez jąkającego się właściciela stacji znalazła jej samochód kilometr dalej. Szyby spływały krwią, a ciało dziewczyny porąbane było siekierą na kawałki. Zbiega-psychopaty nie udało się złapać.
[center]
8. Kolejny kandydat do "najmocniejszych alkoholi świata"?[/center]
Kilka lat temu, pewna rodzina wprowadziła się do starego, wiktoriańskiego domostwa, które kupiła po zniżkowej cenie. Już pierwszego dnia ochoczo zabrali się do rozpakowywania dopiero co przywiezionych mebli i sprzętów, które zabrali z poprzedniego mieszkania. Ponieważ nie zdążyli uporać się z tym przed zmrokiem, postanowili nie rozpakowane jeszcze rzeczy schować do piwnicy. Podczas znoszenia pakunków zauważyli, że w rogu pomieszczenia znajduje się skrzętnie ustawiony rząd drewnianych, solidnych beczek na wino. „Doskonale! - ucieszyła się żona - Będziemy mogli je przeciąć na pół i posadzić w nich drzewka brzoskwiniowe!”. Mąż również ochoczo przystał na tę propozycję, toteż już następnego dnia zabrali się do pracy. Nie była ona wcale lekka, gdyż solidnie wykonane beczki nie dały się łatwo rozpołowić. Pracował w pocie czoła, aż doszedł do ostatniej. „Hej! Ona jest pełna!- zawołał do małżonki- będziemy mieli co sączyć przy kominku!”. Problem w tym, jak otworzyć taką beczkę bez uszkodzenia jej i wylania zawartości? „Chodźmy do baru, tam na pewno nam doradzą” zasugerowała żona i tak też zrobili. W barze otrzymali specjalny sprzęt - należało jedynie zrobić mały otwór w beczce i zamontować odpowiednie kureczek do nalewania. Gdy przewiercali beczkę doszedł ich upojny zapach starego wina. Szybko zamontowali sprzęt, skosztowali trunku, po czym zgodnie stwierdzili, że jest on wyborny. Delektowali się nim przez całą zimę, aż w końcu kurek całkowicie się osuszył. Para była mocna zdziwiona, że wino skończyło się tak szybko - mieli wszak całą beczkę! Zrozumieli to dopiero, gdy rozcięli beczkę na pół, znajdując w niej dobrze zakonserwowane, pocięte w kawałki zwłoki mężczyzny, które wypełniały większą część antału.
[center]
9. Nie dla ludzi o słabych nerwach[/center]
Pewna dziewczyna chciała dostać się do elitarnego bractwa na jednej z uczelni. Członkowie klubu obiecali jej przyjęcie, jeśli wykona pewne zadanie, które przedstawią jej dopiero we właściwym momencie. Pewnej nocy do okna dziewczyny zapukała jedna z koleżanek, która należała już do bractwa. „ubieraj się i idziemy! Dziś twoja kolej na dołączenie do klubu!” szepnęła. Dziewczyna szybko wrzuciła na siebie ubrania i cichutko wyślizgnęła się z akademika. Samochód już czekał na nią pod bramą. „Dokąd jedziemy?” spytała wsiadając. „Dowiesz się tego we właściwym czasie” brzmiała odpowiedź. Po kilkunastu minutach jazdy znaleźli się przed bramą cmentarza. „Dwa dni temu zmarła w mieście jakaś kobieta. Jej ciało leży w kaplicy, pośrodku tego cmentarza. Wprawdzie trumna była zamknięta, ale nie ma takich rzeczy z którymi nie umieli byśmy sobie poradzić- teraz już jest otwarta. Słuchaj uważnie- na czole denatki położyliśmy złotą monetę, wystarczy że wejdziesz do kaplicy, zabierzesz jej pieniążka i wrócisz tutaj. My będziemy czekać dokładnie w tym miejscu”. Dziewczyna była przerażona, lecz chęć dołączenia do bractwa wzięła górę i już po chwili przestąpiła bramę cmentarza. Im dalej zagłębiała się wśród grobów tym okolica wydawała się bardziej upiorna. Szum wiatru, pohukiwanie sów i pomniki, które w blasku księżyca wyglądały niczym potworne karykatury napawały ją lękiem. Jednakże starała się panować nad swymi emocjami i już po kilkunastu minutach stała u wrót kaplicy. Pchnęła je i drzwi ustąpiły z głośnym zgrzytem. Rozdygotana weszła do środka i zobaczyła otwartą trumnę, a w niej ubraną na czarną zmarłą. Jej twarz była potwornie blada, a ręce złożone na piersiach przypominały szpony. Lecz najważniejsze było jej czoło, bowiem to na nim spoczywała mała, złota moneta. Dziewczyna wyciągnęła drżącą rękę…podniosła monetę…i zaczęła co sił w nogach uciekać do wyjścia. Jej nerwy były krańcowo napięte. Biegła na oślep pomiędzy grobami, co chwila się potykając i marząc, by znaleźć się już w bezpiecznym wnętrzu samochodu, pośród swych znajomych. Nagle poczuła że coś chwyta ją za kurtkę…przed oczyma dziewczyny od razu stanęła twarz kobiety w trumnie i jej szponiaste dłonie. Jednakże obraz nie pozostał zbyt długo - dziewczyna o słabych nerwach zmarła na atak serca. Rano przyjaciele znaleźli ją martwą z szeroko otwartymi ustami i krzykiem, który zamarł jej na ustach. Kaptur jej kurtki zaczepiony był o skrzydło marmurowego posągu anioła…
[center]
10. Niezbyt zdrowa psychicznie...
[/center]
Pewnego razu samotna starsza pani wzięła na spacer swojego pupilka - ukochanego pudla. Byli już dosyć daleko od domu, kiedy to dopadł ich ulewny deszcz. Nim zdołali wrócić, oboje byli już przemoczeni do suchej nitki. Starsza kobieta szybko zrzuciła z siebie przemoczone ubranie, nałożyła szlafrok i pobiegła, by wysuszyć sierść swego podopiecznego. Szukając najszybszego sposobu, by nie dopuścić do przeziębienia się pudelka, jej wzrok padł na stojącą w kuchni mikrofalówkę. Włożyła pieska do środka, ustawiła czas podgrzewania i wyszła, by wysuszyć swoje włosy. Starsza pani nie była jednak „do przodu” z nowoczesną techniką i nie przewidziała efektów suszenia psa w mikrofalówce. Toteż wielkie było jej zdziwienie, kiedy to mikrofalówka eksplodowała, rozrzucając zakrwawioną sierść i wnętrzności jej pupilka po całej kuchni.
I na koniec coś na poprawienie humoru biggrin1.gif
[center]11. Wpadka[/center]
Pewien mężczyzna lubiący polowania wprowadził się wraz ze swym psem do nowego domu. Okolica wydawała się bardzo zaciszna - mieszkające w sąsiedztwie dwie starsze panie bardzo polubiły nowego sąsiada i jego wiernego towarzysza. Piesek zaprzyjaźnił się nawet z ich śnieżnobiałym króliczkiem, który był pupilkiem staruszek! Pewnego wieczoru mężczyzna wrócił z pracy bardzo zmęczony po ciężkim dniu. Jego pies jednak radośnie podskakując i machając ogonem domagał się cowieczornego spaceru. Mężczyzna był jednak tak zmęczony, że tylko wypuścił kudłatego zwierzaka na podwórko, a sam położył się do łóżka. Po mniej więcej godzinie obudziło go szczekanie do drzwi. Zaspany poszedł je otworzyć…i sen szybko zniknął mu z oczu kiedy zobaczył, że piesek…trzyma w zębach królika sąsiadek! Szybko zabrał futrzaka ubrudzonego błotem, umył go i wysuszył mu sierść. Dokładnie obejrzał zwierzątko, a gdy stwierdził, że nie ma ono śladów pogryzienia (całe szczęście że pies nie wbił mocniej zębów!) postanowił zakraść się do domu staruszek i umieścić ich pupilka ponownie w klatce. Gdy zagasły wszystkie światła mężczyzna udał się do domu sąsiadek , ułożył króliczka obok jego miski i wrócił do domu. Rankiem wychodząc do pracy zauważył obie starsze panie rozdygotane i patrzące z przerażeniem do klatki, gdzie leżał ich martwy zwierzak. Jedna z nich nawet bezustannie kreśliła nad futrzakiem znak krzyża! „no to wpadłem” pomyślał mężczyzna ale postanowił udawać, że nie wie o co chodzi. Przechodząc obok staruszek przybrał zatroskaną minę i zapytał: „co się stało? Czy króliczek zdechł?”
„tak zdechł”- stwierdziła jedna z przerażonych staruszek, „tyle że pochowałyśmy go w ogródku dwa dni temu, a dziś on wrócił do klatki!”
__________________________________
Jak teraz będzie nazywał się Biały Dom?
-BARAK Obamy! :D:D:D
____________________________
Ile Barrack ma jaj? OBA MA! :D:D:D
Jak teraz będzie nazywał się Biały Dom?
-BARAK Obamy! :D:D:D
____________________________
Ile Barrack ma jaj? OBA MA! :D:D:D
- SPIDIvonMARDER
- Generał-komandor
- Posty: 3024
- Rejestracja: 2008-08-18, 14:07
- Nick w ET: SPIDIvonMARDER
- Kontakt: