Kórtkie opowiadanko z okazji mojego powrotu na forum. Co prawda nie na temat bo pisane dla ludzi z ASG Kraków i są także użyte ich pseudo. Jest to właściwie nie tyle opowiadanie co wstęp do opowiadania.
Pluton śmierci
Afganistan
24 maja 2003r.
Godzina 9:00
***
-Kurna, ale tu gorąco. – powiedział donośnie kapral Mialuszczak siedzący
na przednim siedzeniu pasażera w humvee jadącym na czele konwoju.
-Zamknij się i patrz czy jakiś modlący się do słońca nie będzie chciał nas rozpiepszyć jakimś ruskim granatnikiem. – odpowiedział porucznik kierujący pojazdem.
-A ty Boria lepiej trochę przyśpiesz, bo mam już dość tego cholernego piasku! – krzyknął swoim piskliwym głosem sierżant Czesio, bedący specjalistą od broni ciężkiej.
W samochodzie znajdował się także szeregowy Wielopolski, do którego wszyscy mówili Wielo. Obsługiwał on zamontowany na dachu kaem. Wszyscy w głębi duszy się denerwowali lecz tylko Wielo to okazywał skrupulatnie i równo obgryzając paznokcie. Po 20 minutach wjechali do miasta, które teoretycznie miało być opuszczone i zupełnie bezpieczne. Teoretycznie.
***
-Nie podoba mi się to. – powiedział spokojnym głosem porucznik.
-Czy to miasto jest na pewno puste? – spytał Wielo.
-Cholera wie. – Czesio włączył się do rozmowy.
Mialuszczak tez chciał coś powiedzieć, lecz nagle na jego twarzy wymalowało się przerażenie i krzyknął:
-Wypierdalać z wozu! RPG!
Nikt się nie zastanawiał gdzie jest wróg. Wszyscy zgodnie otworzyli drzwi,
wyskoczyli na zewnątrz i sprintem pobiegli za najbliższe budynki. Wszyscy oprócz szeregowego Wiela. Chwilę później w miejscu, gdzie stało humvee było widać tylko kulę ognia i chmurę czarnego dymu unoszącego się wysoko na niebie. Boria jako pierwszy usłyszał krzyk Mialuszczaka:
- Ku*wa! Ku*wa! Ku*wa! Ku*wa! Ku*wa! Ku*wa! Ku*wa!
Upewnił się, że jego AKS-74U jest odbezpieczone i przebiegł szybko na drugą stronę ulicy. Chciał się zapytać Mialuszczaka co się stało, ale kilka sekund później już nie musiał. Metr obok kaprala leżała zmasakrowana, cała oblana krwią głowa. Porucznik chciał coś powiedzieć, lecz jedyna rzeczą, którą dał rade zrobić było wyjrzenie powoli za róg. Kilkudziesięciu Talików przeszukiwało ciężarówkę, którą eskortowali i drugiego humvee. Obok pojazdów leżało 10 związanych żołnierzy pilnowanych przez pięciu strażników. Porucznik zauważył, że Czesio gdzieś zniknął. Pewnie poszedł w głąb miasta a to nie dobrze, to bardzo niedobrze. Wtedy zauważył, że kilku Talików zmierza w ich stronę.
- Ja pierdolę. – zdołał wymamrotać Mialuszczak, który wreszcie otrząsnął się z szoku.
- Dobra, zmywamy się z stąd. Możemy iść tylko w głąb miasta.
Boria pomógł wstać Mialuszczakowi i ostrożnie ruszyli wąskimi, krętymi uliczkami. Porucznik podszedł do jednego z wielu takich samych kamiennych domków i potężnym kopnięciem wywalił drzwi z zawiasów. Przeszukali pomieszczenie, lecz nie znaleźli nic co pomogło by im się skontaktować z dowództwem. Kapral poprawił hełm i poszli dalej.
- Teraz musimy znaleźć Czesia. Ma przy sobie mapy i radio, wiec bez niego raczej nam się nie uda.
- Dobra. W takim razie zobaczmy co się dzieje na rynku panie poruczniku.
Im bardziej zbliżali się do centrum, tym kamienne budynki były wyższe i okazalsze. Bez wątpienia weszli do dzielnicy bogaczy. Podwoili ostrożność, bo było to wyśmienite miejsce dla snajperów. Mogli ich w każdej chwili powystrzelać jak kaczki.
- Czy ty też czujesz jakby ktoś za nami szedł?
- Ktoś nas śledzi. Za rogiem szybko przypadnij do ściany a ja złapie gnoja.
-Dobrze, ale niezbyt mi się to podoba Boria.
- A myślisz, że mi się to podoba?
Tuż za rogiem przypadli do ściany i zaczeli nasłuchiwać. Gdy tylko
pokazał się cień nieznanej im osoby porucznik wyskoczył i jedną ręką złapał delikwenta za gardło a drugą wyciągnął za pasa nóż.
- Kim jesteś? – spytał po angielsku Boria.
- Ufff jesteście Polakami. Ja jestem Ahmed Abdah Tubiś. Nie byłem pewien czy nie jesteście talibami. A teraz możesz mnie puścić?
-Dlaczego uciekasz przed talibami?
- Jestem politykiem. Porwali mnie ale uciekłem.
- No to teraz wiemy dlaczego nas skurwiele zaatakowały. – wtrącił się kapral.
- Dobra chodź z nami ale jeśli zrobisz najmniejszy ruch to rozwalę cię bez zastanowienia. Zrozumiano?
- Yhy.
Boria pomógł wstać Tubisiowi i poszli dalej.
Opowiadanie: Pluton śmierci
-
- Poborowy
- Posty: 8
- https://www.houzz.com/pro/kuchnie/meble-kuchenne-i-kuchnie-na-wymiar-warszawa
- Rejestracja: 2010-05-02, 12:51
- Nick w ET: ETPlayer
- Lokalizacja: Kraków
-
- Starszy kapral
- Posty: 124
- Rejestracja: 2010-05-04, 18:48
- Nick w ET: ETPlayer
- Lokalizacja: Warszawa
- Kontakt:
- SPIDIvonMARDER
- Generał-komandor
- Posty: 3024
- Rejestracja: 2008-08-18, 14:07
- Nick w ET: SPIDIvonMARDER
- Kontakt: