Caen - opowiadanie z zamku Wolfenstein

Awatar użytkownika
SPIDIvonMARDER
Generał-komandor
Posty: 3024
https://www.houzz.com/pro/kuchnie/meble-kuchenne-i-kuchnie-na-wymiar-warszawa
Rejestracja: 2008-08-18, 14:07
Nick w ET: SPIDIvonMARDER
Kontakt:

Caen - opowiadanie z zamku Wolfenstein

Post autor: SPIDIvonMARDER »

Przeklejone opowiadanie. Oryginalna treść postu niżej.

Jakub Orłowski

http://philbuck222.deviantart.com/art/C ... 2-64112101 obrazek tytułowy. Nie chce się załadować, więc bym bardzo prosił. byście go zobaczyli przed lekturą.
Znaleziony na http://www.deviantart.com, dzieło Philbuck.


Caen

Zdyszany goniec niemal padł na trawę ze zmęczenia. Miał na sobie hełm motocyklowy, ale przyszedł pieszo, więc von Marder wywnioskował, że musieli mu rozwalić maszynę. Świadczył też o tym zakrwawiony mundur i nieopatrzona szeroka szrama na jego piersi, przebijająca przez rozerwaną bluzę mundurową. SS-Jäger pomimo tego pakietu obrażeń dotarł do sztabu i złożył meldunek:
-Herr Hauptsturmführer! Melduję, że Amerykanie zajęli budynek sztabu.
Dopiero kiedy skończył zdanie, to jego organizm sobie odpuścił i żołnierz padł nieprzytomny na ziemię. Najwidoczniej skończyła mu się adrenalina i poranione mięśnie już dłużej nie mogły udawać, że nic nie wiedzą o cieknącej obficie krwi, a także o nieludzkiemu zmęczeniu.
-Zabierzcie go do sanitariusza, sofort ! – wydał rozkaz von Marder i podszedł do Nullmanna, cieszącego się tym samym stopniem. Obaj byli starymi znajomymi jeszcze z czasów Hitlerjugend, do którego wstąpili z nadzieją, że kiedyś zasiądą za sterami czołgów i będą spełniać swoje marzenia bycia dzielnymi wojownikami. Marzenia się częściowo spełniły... von Marder został oficerem grenadierów pancernych, wspierających czołg Nullmanna. Już dawno odkryto, że współpraca między przyjaciółmi jest bardzo efektywna i dlatego umieszczono ich w jednostce walczącej razem. Znali się doskonale i dobrze wiedzieli, jak działać i czego się spodziewać po towarzyszu... a także, że ten nie zostawi go w niewygodnej sytuacji.
-Verfluchte ... to jesteśmy teraz w czarnej dupie, Null... – zaczął von Marder wyciągając z kieszeni szlugę. Zawsze papierosy mu nie smakowały, ale teraz prześcigały się z amunicją pod względem zaniżania jakości. Pociski nie wybuchały, a fajki więdły w ustach... nie ma po co żyć.
-O ile pamiętam – odparł Null - wszelkie naprawdę istotne dokumenty są w skrytce w podłodze. Może jej nie znaleźli?
-Może tak, może nie... jeśli znajdą, to nas rozwalą w dwa tygodnie. Tam było wszystko opisane! Nawet to, ile mamy sprawnych karabinów jakiego typu! Kiedy spodziewamy się posiłków... ile one się spóźnią... gdzie się pojawią... mają nas w kieszeni.
-To co proponujesz?
-Ja nic nie proponuję, jestem za cienki w uszach aby cokolwiek proponować. Na pewno w grę nie wchodzi kapitulacja... choć jak mają plany, to nie mamy szans.
Null odszedł parę kroków do tyłu i spojrzał na stojący nieopodal, rozbity czołg. Była to smutna Pantera z żałośnie zwisającą ku ziemi lufą, której hamulec wylotowy musiał w coś zaryć, gdyż całego pokrywało błoto. Czołg miał potężną dziurę w lewej burcie, najwidoczniej trafiła go rakieta Jabo ... czołg w starciu z samolotem nie miał żadnych szans, tak jak mysz w starciu z Jastrzębiem.
To było już zupełnie tragiczne, że... świetnie wyszkolone załogi, nie mające sobie równych w pojedynkach pancernych, ginęły bezbronne od tych Hamburgerów. Von Mardera szlag trafiał, kiedy widział przelatujące nad głową pieprzone białe gwiazdy... gdzie były czarne krzyże? Gdzie Lufwaffe?
Donnerwetter !
*
Przetrząsanie świeżo zdobytego sztabu było obrzydliwym zajęciem. Kiedy tylko colonel Adi wszedł do niedużego pomieszczenia, to aż wzdrygnął się na widok krwi ściekającej z sufitu i leżących dookoła fragmentów palców i nóg. Żołnierz broniący pomieszczenia wolał rozerwać się granatem, niż pójść do niewoli. Efektem tego teatralnego poświęcenia było zabrudzenie resztkami samego siebie całego pokoju i teraz ktoś musiał to posprzątać.
-Weźcie z pięciu, którzy mają braki w dyscyplinie i niech umyją ten burdel... – powiedział smutno pułkownik. Kiedyś... w czasach Afryki północnej mógł walczyć cały dzień, być bezpośrednio w okopie... nawet fechtować na bagnety. Nie bał się zwłok, eksplozji i śmierci. Ale jakoś od pewnego czasu... zaczęło mu to przeszkadzać, wręcz obrzydzać. Adi z niepokojem zauważał w sobie zmianę.... którą najłatwiej było wytłumaczyć zmęczeniem. Musiał zatem zakończyć tę kampanię, póki jeszcze jako tako wytrzymywał w towarzystwie nie myjących się od miesiąca ludzi.
W pokoju leżały poniszczone biurka i krzesła. Pokój był w kształcie litery „L”, z czego góra litery kończyła się drabiną prowadzącą na galeryjkę, a obok były drzwi do maleńkiego pomieszczenia, usytuowanego w wewnętrznym polu litery.
Ściany, niegdyś w kolorze żółtej ochry, teraz raczej zbliżały się do rudo czerwonej i czarnej... przez wybuch i wciskające się w każdy kąt zwłoki.
Adi niechętnie przesunął nogą jakiś rozpaćkany kikut i podniósł przygniecione nim papiery. Większość dokumentów zniszczył wybuch, ale wiele teczek i kartek nadal zachowało swój kształt. Ten, który właśnie trzymał w ręku, opisywał zapotrzebowanie jakiejś dywizji w kartofle i kiszoną kapustę.
Adi z obrzydzeniem odrzucił kartkę i wziął następną, tym razem opowiadającą o nagłej potrzebie dostarczenia do pułku pancernego dwóch ton marchwi...
Pułkownik westchnął głośno. Czekało go tutaj mnóstwo kopania, nim dotrze do czegoś istotnego.
*
-Rozstawcie to MG tutaj, przynieś amunicję! – zakomenderował szybko Lieutenant Charlie. Wskazani żołnierze posłusznie przytargali długi karabin maszynowy z prostokątną chłodnica i zamontowali go w oknie parterowego budynku. To okno miało widok na całą długość ulicy, więc dało się blokować wroga na całym przedpolu. Ponadto w drzwiach tuż obok dało się posadzić niszczyciela czołgów na wypadek, jakby Fryce zechciały użyć pancernego argumentu siły. Charlie nie był jednak na to przygotowany... ale Niemcy mieli teraz niewiele czołgów. Wystarczyło, że dostał private’a Shimiego uzbrojonego w BAR’a, co dawało kilka punktów do siły ognia.
Wystarczył jednak jeden, aby w gruzy poszły z trudem odbudowywane morale. Zdobywanie tego miasta trwało zdecydowanie za długo, te Szkopskie smarkacze trzymały się każdego kamienia jakby bronili swojej matki, a nie przypadkowego miasta gdzieś w obcym kraju. Na szkoleniu powiedziano im, że przeciwnicy w tej części kraju to głownie wcieleni siłą do wojska Polacy i Rosjanie, którzy poddadzą się przy pierwszej lepszej okazji. Tutaj jednak US Army natknęło się na stalową dywizję SS, która reagowała na zadawane rany jak Frankenstein... po prostu je ignorowała. By było śmieszniej, rozkaz przewidywał zdobycie Caen w dniu inwazji.
To jest miesiąc temu...
-Sir! Co z tym szkopskim czołgiem? – spytał private Uchiha, wyrywając Charliego z zamyślenia. Jego nazwisko było tak pokręcone, że musiał mieć jakieś indiańskie pochodzenie, pomimo, że twarz tego nie zdradzała.
-Z nim...? A ja wiem... – zawahał się. W sumie to nie mieli żadnych konkretnych rozkazów czy nawet wytycznych. Po prostu jak zajęli plac znajdujący się po drugiej stronie tego parterowego domku, to na środku stało sobie działo pancerne. Wstępne oględziny nie stwierdziły żadnych pułapek czy uszkodzeń... po prostu Niemcy uciekli, zostawiwszy ciężki sprzęt, który przez swoje gabaryty miały problemy z poruszaniem się po wąskich uliczkach miasta. Jednak bez dokładnych oględzin przez sapera, którego obiecano tutaj przysłać rano, to ciężko było orzec, czy to nie jest jakaś wyrafinowana, zaminowana pułapka. Takie działo to jakiś nowy typ i zapewne chciałby je obejrzeć jakiś wysoki oficer czy nawet generał, a może nawet sam Eisenhower. Dlatego nim dopuści je się do zwiedzania, powinien je sprawdzić specjalista.
-Zostawcie jak stoi, niech tylko ktoś go pilnuje. Musimy poczekać na sapera do rana...
Co w sumie już niedługo – pomyślał patrząc na zachodzące za wielką stodołą Słońce.
*
Zamaskowany w krzakach Hanomag radiowy był całkowicie niewidoczny dla samolotów... a przynajmniej taką mieli nadzieję. Wystarczyłoby, że jedna rakieta by spadła za blisko, a z transportera półgąsienicowego zostałoby sito, idealne do muzeum wraków. Nikt nie chciał zostać eksponatem takiej wystawy, więc pojazd pomalowano na zielone pasy, a ponadto całego tak obłożono solidnymi gałęziami buka, że przypominał ruchomy krzak. Dlatego nadano mu żartobliwie imię „Pech Makbeta”.
Pech, to to był na pewno. Dywizja posiadała wiele wozów sztabowych, ale jakoś załoga z tego konkretnego egzemplarza przynosiła tylko trudne lub przykre wiadomości... nie inaczej było teraz, co wywnioskował von Marder z miny Nulla, kiedy ten wysłuchiwał rozkazu od góry. Na początku oblicze pancerniaka było pokerowe, bez wyrazu. Następnie pojawił się nawet subtelny uśmiech, wskazujący na rozważanie ciekawej propozycji... który nagle ustąpił miejscu gniewnemu zażenowaniu. Potem Null rzucił słuchawkami w radiostację i wyskoczył z kabiny pojazdu na płaską i dużą maskę silnika, gdzie z lornetką w ręku czekał von Marder. Grenadier widząc błyskawice bijące z oczu przyjaciela chciał nawet rzucić jakiś dowcip, ale ostatecznie się rozmyślił i pozwolił mu się wyżalić.
-Scheiße ! – rzucił w przestrzeń Null wyciągając papierosa - Dostaliśmy rozkaz odbicia tego sztabu, albo przynajmniej odzyskania dokumentów. Jednak kiedy poprosiłem o wsparcie, to odpowiedzieli mi coś takiego: zgubiliście tam jeden czołg, to go sobie odbijcie. Będziecie mieli wsparcie”. No ja pitolę! Tym czołgiem już pewnie Roosevelt sobie dupę podciera!
-Damy radę. Jankesi to cioty, więc nie powinni stawiać oporu...
-Te cioty nam rozwaliły w tym cholernych sztabie doborową kompanię! Mardi... tam było wielu moich kumpli, jeszcze ze szkoły. Naprawdę ogarnięci faceci. A teraz wszyscy gryzą piach, bo te Hamburgery miały więcej samolotów.
-Tak czy siak, zbieraj ludzi! Idziemy na Caen!
*
Pomimo słabego porannego światła Null świetnie rozpoznał poszczególne grajdołki, w których spali zmęczeni walką żołnierze. Krótkim potrząsaniem ramienia obudził Oberscharführera , który z kolei doprowadził do porządku całą kompanię. Jednostka składała się z dwóch wymieszanych kompanii, pancerniaków Nulla i grenadierów von Mardera. Była to dość klarowna kombinacja, gdyż obie grupy się świetnie uzupełniała. Jednak tu i tu były braki... czołgiści stracili swoje czołgi, a niszczyciele czołgów otwieracze do konserw wroga.
Więc jedno i drugie trzeba było sobie zrobić.
-Los los los ! – zakomenderował von Marder. Obok niego stanął Null i wspólnie obserwowali zbieraninę, która bardzo sprawnie stałą się szeregiem ludzi ustawionych wg wzrostu i szarży. Ubrani w maskujące panterki, przy tak słabym świetle byliby niewidoczni dla przeciwnika. Null spojrzał na zegarek – dochodziła czwarta. Dobra godzina na rozpoczęcie działań. Mieli łącznie ze 30 ludzi... to właściwie jeden pluton. Reszta albo chorowała, albo lizała rany. Oficerowie smutno pokręcili głową... małe siły jak na taką misję. Amerykanie mogli tam już zainstalować z batalion piechoty i pluton czołgów. Dlatego należało się sprężać i zdobyć ten cholerny sztab czym prędzej. Sztab... von Marder go w myślach złośliwie nazywał „Schabem”. Miał nadzieję jedynie, że nie zostaną przerobieni na kotlety.
Pod osłoną porannej szarzyzny podkradli się pod pierwszą większą ulice, tak zwane przez nich „rogatki”. Można było tutaj dotrzeć zaroślami dającymi schronienie, a do celu prowadziła chyba najkrótsza droga... zostawały tylko dwie dłuższe ulice.
-Ruhe! Mit Sprunge vorwärts! – szeptem rozkazał von Marder i zaczęli dwójkami przebiegać zza stodoły do małego domku. Wcześniejsze obserwacje wykazały, że jest pusty. Jedna dwójka biegła, kolejna obserwowała teren, z bronią przy oku.
Natomiast jedna szóstka podeszła z lewej strony, miedzy małymi gospodarskimi budynkami. Skradając się znaleźli się na linii wysokiej, żelaznej bramy. Ponoć za nią ostatni raz widziano Jagdpanthera. Null spojrzał w tamtym kierunku i kazał mieć to na oku. W tym czasie von Marder z ekipą wyszli ze świeżo zdobytego domku i mijając betonowe „zęby smoka” przeciwczołgowe, zbliżali się do bramy od swojej, prawej strony. Minęli ostatni kozioł i...
*
-FIRE! – krzyknął lieutenant i Uchiha nacisnął na spust Spandau’a. Rozległ się dźwięk jakby dartej blachy, a noc pomieszczenie rozświetliła błyskawica, która wydobyła się z długiej lufy karabinu.
Seria ścięła pierwszych dwóch Niemców. Z ich piersi trysnęła poprzeczna linia krwi, a ciała osunęły się na ziemię. Uchiha natychmiast skierował celownik na następnego wroga, który nie zdążył paść na ziemię. Trzynabojowa seria zakończyła i jego żywot. Reszta Szwabów pochowała się za przeszkodami przeciwczołgowymi i trochę nieśmiało odpowiedziała ogniem. Indianin schylił się odruchowo, lecz i tak był bezpieczny. Karabin stał na tak zwanym „pasikoniku”, czyli dużym statywie z celownikiem optycznym, pozwalającym strzelać bez wychylania.
Corpolar Shimi zdecydowanym ruchem kolby wybił w drzwiach obok dziurę, tak jak to wcześniej planował. Błyskawicznie wsadził w otwór lufę i ściął nieco zbyt wychylonego Niemca.
Uchiha co parę sekund powracał do celownika i puszczał krótkie serie, na razie bez wyniku. W tych ciemnościach ciemne mundury idealnie stapiały się z tłem, a karabin pożerał amunicję w tempie wykraczającym poza wszelkie normy amerykańskie. Trzeba było oszczędzać.
*
Cykanie świerszczy nagle zostało po prostu zmiecione przez okropny dźwięk dartej blachy. Pierwszą myślą był szok... przecież tak brzmi nasz karabin! Ale drugą była już ucieczka! Kto zdążył, ten znalazł swoje maleńkie, osobiste sanktuarium za zębem smoka.
Pierwszy rozbłysk ściął dwóch, kolejny trzeciego. Sewerus odważnie wychylił się zza winkla i wycelował w miejsce, gdzie widział gwiazdę wystrzału. Jego StG sucho szczeknęło trzy razy i zamilkło, gdyż Rottenführer schował się z powrotem za osłoną. Chwilę nasłuchiwał, ale nie słyszał okrzyków rannych... więc chyba nie po prostu nie trafił.
Z pewną nadzieją spojrzał na oficera. Fakt, ze obok stał ktoś, kto miał myśleć za niego dodawał otuchy i takiego jakieś... „poczucia bezpieczeństwa intelektualnego”.
-Sewerus! – Null wskazał na niego - Weź granat i wrzuć tym psubratom w gardło. Schnell !
Strzelec posłusznie przełożył karabin przez plecy i położył się na ziemi, następnie podczołgał się na środek ulicy. Dopiero wtedy opadła z niego odrobina adrenaliny i zdał sobie sprawę... że jest idealnie wystawiony na ostrzał.
Plecy zlał mu zimny pot, a do serca wkradł zabójczy chłód. Ręce zatrzęsły mu się jak staruszkowi, a granat stał nieogarnialnie ciężki i nieporęczny.
Jedna kula... jedna śmierć. Albo kalectwo... to gorsze od śmierci. Być zdanym na łaskę wroga, potem amputacja i problemy do końca nieludzko długiego życia. Kombatanci zawsze jakoś dożywali sędziwego wieku.
Sewerus już chciał podskoczyć i uciec... ale nagle strach został całkowicie wyparty przez stalowe słowo: ROZKAZ, które pojawiło się w jego głowie.
-Zu Befehl ! – szepnął do siebie i ponowił czołganie. Zamknął na chwilę i nie wiedząc kiedy nagle pojawił się pod samym oknem. Wystawiając język ze skupienia, odkręcił od granatu zawleczkę.
Odliczył w myślach „einundzweizig, zweiundzweizig”.
Rzucił ponad siebie, prosto w okno.
Zagryzł wargi z przejęcia.
Usłyszał stukot granatu uderzającego o drewnianą podłogę, a potem krzyk jakiegoś Amerykanina.
*
-OH FUUUCK! – wrzasnął Uchiha odskakując od karabinu. Charlie zamilkł w pół słowa, a Shimi opuścił karabin, wytrzeszczając oczy. Jak zaklęci wpatrywali się w granat, leżący akurat w plamie światła brzasku.
Minęło dobre dziesięć sekund, nim Charlie nieśmiało szepnął:
-Nie wybuchło...
W tej samej chwili jakaś ciemna sylwetka pojawiła się w oknie i puściła serię na przestrzał przez pokój. Amunicyjny Uchihiego zgiął się w pół i padł na ziemię. Shimi automatycznie odpowiedział ogniem, jednak strzał z biodra nie był celny. Niemiec schował się za oknem i już więcej nie pokazał.
Bali się podejść bliżej, gdyż zapewne wszyscy Niemcy teraz celowali prosto w otwór.
Jednak Amerykanie chcąc nie chcąc musieli jakoś zareagować na krzątaninę pod dziurawymi drzwiami.
*
Granat nie wybuchł, ale dał drużynie von Mardera czas na podniesienia się i dotarcie do bramy. Oficer zauważył, jak dzielny pancerniak strzelił w okno, a potem usunął się na bok, unikając kontry. Von Marder klepnął w ramię Rottenführer’a Mentona i umówionym znakiem wskazał na żelazną bramę. Saper skinął głową i podbiegł do niej, bez wahania podkładając materiał wybuchowy. Następnie wycofał się i nacisnął detonator. Niewielka eksplozja rozjaśniła najbliższe metry i wygięła żelazne pręty z głośnym brzękiem. Powstała dziura wystarczyła, aby wbiegło tam trzech żołnierzy. Rottenführer Menton ruszył za nimi i wraz z von Marderem znaleźli się w ciasnej uliczce, z obu stron ograniczonej wysokim murem. Za winklem był już plac z brzydką, betonową fontanną i murem... a także podobno z czołgiem.
*
Coś walnęło z taką siłą, że drzwi o mało nie wypadły z zawiasów. Charlie bez patrzenia wiedział, że Szkopy przebiły się przez bramę, o czym świadczył dźwięk giętego żelastwa.
-Retreat ! – rozkazał i we trójkę opuścili pokój. Na przedzie był Shimi, który ze Swoim BARem obszukiwał kąty przedsionka, z którego przez wybitą dziurę w ścianie weszli do budynku poczty. Podłogę zaścielał dywan dokumentów i listów, co szczęśliwie dla nich tłumiło kroki. Niepostrzeżenie dotarli do masywnych biurek, barykadujących wejście. Drzwi były wysadzone, więc dokładnie widzieli akcję na placu. Za czterema kolumnami, w obrysie fontanny ukrywało się dwóch Niemców i wymieniało się ogniem z wartownikami pilnującymi czołgu zlokalizowanego po drugiej stronie placu. Niestety, Szwaby miały lepszego cela, bo już po chwili ich przeciwnicy zamilkli na dobre.
-Fire! – syknął Charlie, a BAR Shimiego i Colt Uchihiego strzeliły w plecy obu Niemców. Oficer machnął ręką i pognali ku wyrwie w ścianie kościoła, na lewo od pomnika. We trójkę nie mieli szans obronić budynku, więc trzeba było przebić się do swoich.
Ledwo znaleźli się w chłodnym i wilgotnym wnętrzu kościoła, a w dziurę stuknęło kilka pocisków dziurawiąc tapetę korytarza. Charlie westchnął z ulgą, siadając na dziwnym trafem zachowanym krześle. Po prawej miał wyrwę i drzwi prowadzące do czołgu, a po lewej korytarz wpadał do głównej nawy kościoła. Tam już czekały posiłki.
*
-Nutte ! Nie trafiłem! – syknął Sewerus, doładowując magazynek w swoim G43. Von Marder z uśmiechem zauważył, że ulicą od drugiej strony poczty dotarła cała drużyna Nulla. Wyglądało na to, że nikt nie zginął. Posuwając się wzdłuż ściany kościoła dotarła do wyrwy. Ktoś wrzucił do środka granat, a wtedy cała szóstka podbiegła do czołgu, by ukryć się w jego pancerzu.
Równocześnie von Marder z drużyną zajęli pozycje za fontanną i pomiędzy kolumnami poczty.
Rozległ się głuchy huk, a z wyrwy trysnęła chmura kurzu. Konrad zajrzał do środka i zameldował, że jest pusto.
Null machnął na von Mardera i wskazał dziurę w ścianie. Ten kiwnął głową w zrozumieniu i również nie używając słów rozstawił swoich ludzi dookoła placu.
Konrad wczołgał się pod wielkie cielsko Jagdpanthera i przez właz w podłodze dostał do środka. Null wraz z Obersturmführer’em Ultrą, Sewerusem i Jäger’em Matthiasem wspięli się na pancerz, zlustrowali okolicę i wsunęli do środka pojazdu.
Nagle rozległ się strzał, a głowa jednego z grenadierów niemalże eksplodowała.
-SCHARFSCHÜTZE ! – wrzasnął Jäger Kriss i rzucił się w bok za czołg. Jednak zrobił to za wolno i jego stopę przeszyła kula. Żołnierz wydał z siebie coś na kształt kwiku i konwulsyjnie kopnął przed siebie, uderzając raną o gąsienice. Ponownego wrzasku nie sposób opisać.
Nikt nie śmiał wychylić nosa zza winkla, wiedząc czym to się skończy. Równocześnie wejście do kościoła również było ryzykowne, gdyż w środku na pewno Amerykanie już rozstawili pułapkę. Menton z nadzieją spojrzał na von Mardera, oczekując od niego jakiegoś rozkazu, który przerwałby to obrzydliwe oczekiwanie. Ponadto Trzeba było opatrzyć Krissa, lecz Sanitäter nie mógł bezpiecznie do niego podejść.
Jednak von Marder tylko uśmiechnął się. Miał już plan...
*
Corpolar Kubazi zdyszany wbiegł na szczyt wieży i szybkim spojrzeniem sprawdził, czy ktokolwiek pojawił się w polu widzenia. Nie! Jeszcze za wcześnie! Przez łukowate, romańskie okno nie dało się dostrzec żadnego Niemca. W sumie to dobrze.... musiał uspokoić oddech, jeśli chciał cokolwiek upolować na obiad.
Usiadł i zaczął gładzić kolbę swojego Springfielda. Ta czynność miała właściwości kojące, szczególnie dzięki temu szlachetnemu drewnu, wyczuwalnego opuszkami palców.
Kubazi, analogicznie jak Uchiha, miał dość egzotyczne nazwisko, w tym wypadku chyba meksykańskie. „Chyba”, gdyż chłopak w ogóle nie kojarzył takich przodków u siebie. Jednak fakt pozostawał faktem, to „i” na końcu nie było anglosaskie.
Jednak w tej chwili bardziej go interesował karabin, który trzymał w rękach. Przeciwieństwie do wielu innych sławnych strzelców wyborowych, Kubazi nie odczuwał żadnego przywiązania do broni, traktował ją jako przechodnie narzędzie do wykonywania roboty. Strzeli, wyrzuci, znajdzie nowy karabin. O lunetki trudniej, ale umiał też świetnie operować szczerbinką i muszką.
Minęło parę minut, parę strzałów za oknem. Kubazi zupełnie się nimi nie przejmował... wojna sama do niego przyjdzie. Wyciągnął z kieszeni gumę do żucia i już miał wpakować sobie do ust, kiedy po schodach wdrapał się jego kumpel, private Dupa z Polski. Nie mógł w ogóle złapać tchu, tylko padł na ziemię brzęcząc ekwipunkiem w plecaku.
-Chcesz gumy? – spytał Kubazi podając mu opakowanie.
-Nie... nie... Niemcy! – wysapał Dupa i wskazał ręką okno. Kubazi zrobił sztucznie zdziwioną minę.
-Serio? Damn... mają karabiny?
-Corpolar... oni już tu są...
-Myślisz, że jak zrobię tak... – poderwał się do okna, przyłożył broń do oka i błyskawicznie wypalił, a potem ponownie. Usłyszeli najpierw jeden przeraźliwy kwik, a potem kolejny, znacznie gorszy - ...to ich powstrzymam?
-It’s a trap...
-Ty wszędzie widzisz pułapki, Dupa. Nie wszyscy ludzie są źli... na przykład ten Szwab którego postrzeliłem w stopę właśnie stał o całą stopę lepszym człowiekiem! Dobry Niemiec to martwy Niemiec...
*
-Amunicja?
-Mało!
-Uszkodzenia?
-Nie widać!
-Gut! Rozwalcie tego sukinkota na wieży.
Matthias chwycił jeden z wielkich, piętnastokilowych naboi burzących z charakterystycznym, żółtym paskiem na pocisku i wsunął go w ziejącą pustkę komory nabojowej. Zamknął zamek i zameldował gotowość. Ultra podniósł działo do niemalże maksymalnego zakresu, a w jego peryskopie pojawiło się małe, romańskie okienko. Uśmiechnął się na myśl, że tak jak w piłce nożnej, strzały w okno cieszyły się szczególnym uznaniem
-FEUER ! – wrzasnął Null, dając upust emocjom.
Huknęło, a pojazd zatrząsł się resorach odchylając do tyłu. Peryskop na chwilę zasłoniła chmura pyłu, ale drugi huk potwierdził, że trafili w cel. Ponadto od pancerza z brzdękiem odbiło się kilka cegieł i większych kamieni.
Na tylni pancerz wspiął się von Marder i zajrzał przez właz do środka.
-Gratuluję, zdjęliście całą wieżę!
-Danke . Jedziemy dalej! Osłaniajcie nas!
Silnik zaryczał, z dwóch rur wydechowych wystrzelił słup czarnego dymu. Panzerjäger gibnął się do tyłu i posłusznie ruszył. Z tyłu już wynoszono rannego Krissa, na którego pod krzyżem czekał medyk.
Niszczyciel czołgów powoli toczył się wąską uliczką. Konrad wygodnie rozsiadł się w dość mało komfortowym, sprężynowym fotelu. Nie miał zbyt wiele przestrzeni dookoła, po lewej było koło i pancerz, a po prawej układ skrętny i przekładnia. Nieco wyżej miał potężne działo, więc nawet nie mógł podrapać się swobodnie.
Jako najmłodszy z drużyny mógł zostać posądzony o brak dostatecznych umiejętności w kierowaniu tak wielkim pojazdem, ale chłopak wkładał całe serce w swoje pierwsze poważne zadanie w życiu. Marzył o medalu... czarnym i lśniącym Krzyżu Żelaznym dumnie wiszącym pod grdyką. Jakby jego matka go zobaczyła z taką nagrodą...
Ponadto chciał udowodnić, że pomimo niewielu wiosen na karku był tak samo wartościowym wojakiem jak reszta chłopaków, w sumie to też nie za starych. Dywizja Hitlerjugend składała się głownie ze świeżo upieczonych dorosłych, którzy jeszcze niedawno temu odkrywali zastosowanie maszynki do golenia, dziwny wpływ Schnapsa na głowę, a także słodycz kobiecego spojrzenia.
Konrad delikatnie pociągał za dźwignie, ostrożnie prowadząc czołg. Co z tego, że za celownikiem siedzi genialny snajper, ze dowódca ma głowę na karku... skoro mogli po prostu pierniczyć się w ścianę i tak zmarnować świeżo odzyskany pojazd?
Zacisnął zęby i jechał.
*
Charlie wysłał Uchihiego z zabranym MG na nową pozycję, za mostem. Sam wraz z Shimim poprzewracali kilka ław i w ten sposób stworzyli symboliczną barykadę naprzeciw wyjścia z korytarza. Dołączył się do nich jeszcze private Pablo, dodając do siły ognia Thompsona.
Shimi popatrzył na pusty krzyż nad prostym, kamiennym ołtarzem. Do głowy przyszłą mu głupia myśl, że pusty krzyż niedługo znajdzie dla siebie lokatora...
Walnął się w hełm, próbując wytrząsnąć te bzdury.
Nagle padł jeden strzał, potem drugi. Chwila przerwy i coś walnęło w wieżę kościoła z taka siłą, że cała budowla zatrzęsła się jak w czasie trzęsienia ziemi. Z sufitu spadło kilka dachówek, jedna roztrzaskała się na hełmie Pabla. Naprzeciwko ołtarza była okrągła klatka schodowa, z której niczym lawina wysypał się gruz, niosący ze sobą poturbowany karabin snajperski.
Shimi przełknął ciężko ślinę.
Do pomieszczenia wpadł z wielką prędkością granat, odbił się od ławy i upał metr od barykady.
Ponownie wpatrywali się w niego jak w zabójczego świętego Graala, mającego dzięki Walkiriom zabrać ich do Krainy Wiecznych Łowów.
Jednak to coś znowu nie wybuchło.
Usłyszeli dobiegające z korytarza jakieś szkopskie przekleństwo, a potem zza winkla wychyliła się lufa i ktoś oddał parę strzałów na oślep. Schylili się za osłoną. Potem odpowiedzieli tak jak potrafili najlepiej, ale Szkopy nie pozostawały dłużne. Co chwilę ktoś się wychylał, oddawał strzał i się chował. Ta wymiana ognia zaczęła wkurzać Pabla, więc spytał się:
-Macie granat?
-Nie...
-Cover me, odrzucę ten ich niewybuch, przestraszą się, a wtedy wpadniemy do korytarza.
Wstali i wciąż celując w drzwi, powoli podeszli bliżej. Dupa schylił się i chwycił granat...
...który dzięki temu impulsowi bardzo gwałtownie przypomniał sobie o swoim zadaniu.
*
Menton wpadł do głównej nawy, rozejrzał się i machnął ręką na pozostałych. Te granaty ostatnio były strasznie zawodne, nawet tak jak ten potrafiły wybuchnąć ze znacznym opóźnieniem. Jednak saper przestał się tym przejmować, tylko dalej poprowadził natarcie.
Wzajemnie się ubezpieczając pokonywali kolejne ciasne uliczki, aż dotarli do domu stojącego nad samym kanałem. Ostrożnie zerknąwszy za okno Menton stwierdził, że woda jest tak brudna, że sprawia wrażenie mniej przeźroczystej od okolicznej gleby. Po drugiej stronie znajdowały się wysokie zabudowania fabryczne, pośród których zlokalizowano ich sztab. Prowadziła tam tylko jedna droga, a był nią nieduży, drewniany mostek, jak widać wiele razy już zrywany i naprawiany. Menton z racji swojej profesji znał się na mostach i wystarczyła mu krótka obserwacja przez lornetkę aby stwierdzić, że można zaryzykować przejazd Jagdpantherem. Na korzyść tego wniosku świadczyły liczne ślady gąsienic.
Menton kazał jednemu szeregowemu powiadomić o możliwości przejazdu załogę czołgu. Żołnierz stanął w oknie i machnął do von Mardera, wciąż siedzącego na pancerzu. Ten przekazał komunikat Ultrze.
Czołg toczył się dalej, a von Marder wraz z dwoma szeregowymi poszli nad rzekę z prawej strony, omijając jeden dom. Za pancerzem chroniło się jeszcze kolejnych dwóch strzelców, czyli Jäger Darius i jeszcze jeden, a wraz z Mentonem kanał osłaniało trzech.
To było już bardzo niewielu, a czekała ich jeszcze przeprawa iż dobycie budynku.
*
Uchiha wycelował i puścił serię w okno.
-Zdjęty! – krzyknął uradowany obserwując, jak Niemiec wypada z okna i wpada do kanału.
Ewakuowany MG rozstawił ponownie za kanałem, za małym gniazdem zbudowanym z worków z piaskiem. Mógł teraz szachować most, parę budynków dookoła, a także kanał na sporej długości. Nie mógł nikt mu teraz zagrozić! Bez przepłynięcia wpław nikt nie dałby rady tutaj dorzucić granatu.
*
-Chyba lecą te lenie... – powiedział Adi i jeszcze raz sprawdził, czy jedyne drzwi do sztabu są zamknięte.
-Szybko, wezwałem ich może pięć minut temu – powiedział corpolar Pain zakładając na głowę furażerkę i odstawiając na bok radiostację.
-Wsparcie nam się zdecydowanie przyda. Na pewno uruchomili ten zardzewiały czołg. Niech zajmą się nim odpowiedni ludzie. Adam! Leć na górę i pokaż, kto ma dłuższą rurę!
-Yes sir! – zasalutował ogolony na gładko żołnierz, założył hełm, wziął z podłogi Bazookę i po drabinie wszedł na galeryjkę, skąd tylko dwa kroki dzieliły go od tarasu, zbudowanego nad sztabem. Miał z jednej strony dobry widok na korytarz prowadzący na kanał, z drugiej na drogę biegnącą przez most.
*
-W celu! – zameldował Ultra, widząc w peryskopie, jak stanowisko karabinu maszynowego rozlatuje się na najbliższą okolicę. Według Dariusa siedzącego na pancerzu, dookoła nikogo więcej nie było. Sewerus parę razy puścił serie po oknach fabrycznych, aby nikomu nie przyszło do głowy wychylać głowy.
Wtem przez ryk silnika przebił się ryk kolejnej maszyny, ale o zupełnie innej tonacji.
-Nutte! – zaklął Ultra, rozpoznając ten dźwięk. Był starym wojakiem, więc wielokrotnie już słyszał ten silnik...
Coś wybuchło tuż przed nimi z taką mocą, że zdawało się, że czołg podniósł się o parę centymetrów w górę. Ogłuszyło ich to na chwilę, tak więc nie wiedzieli, czy tajemniczy silnik oddalił się, czy tylko oni go nie słyszą.
Darius zajrzał do wnętrza. W hełmie miał spore wgniecenie, a całą twarz zalała mu krew. W ustach zabrakło jednego z siekaczy, toteż mówiąc pluł szkarłatem na wszystkie strony:
-Jabo! Rozjebał most!
-Spróbujemy pokonać kanał wpław! – zdecydował Null, a Konrad zjechał z drogi i zbliżył się do wody.
Na szczęście brzeg łagodnie schodził, więc nie utknęli. Powoli zanurzali się w mętnym szlamie. Prędkość spadła, ale maszyna dzielnie parła naprzód. Kanał okazał się być mniejszym i płytszym, niż wyglądał z zewnątrz – miał długość dwóch czołgów, a Jagdpanther zanurzył się ledwo do połowy.
W tym momencie samolot wrócił.
*
Von Marder mógł tylko bezradnie patrzeć, jak z pancerza najpierw zeskakuje Darius, a drugi grenadier wskakuje do wody. Potem samolot zgubił nad czołgiem podłużny ładunek, który leciał chwilę i wbił się w pancerz, a po sekundzie eksplodował, wyrywając w dachu stal jakby otwierał konserwę. Rozległa się jedna eksplozja, a potem druga, czołg zasłoniły płomienie i czarny dym.
Nikt nie mógł tego przeżyć.
Oficer schował na chwilę twarz w dłoniach, chcąc choć na chwilę odciąć się od tragedii, którą właśnie ujrzał. Choć na sekundę zapomnieć o fakcie, że jego przyjaciel już nie istniał.
-Przeklęte życie! – syknął Hauptsturmführer i dał rozkaz do forsowania rzeki.
Nie trwało to długo, kanał był równie płytki w każdym miejscu. Bardziej dokuczała zimna woda oraz niekoniecznie czysty muł, oblepiający mundur. Jednak nie to się teraz liczyło... do celu zostało może sto metrów. Von Marder stwierdził, że po drugiej stronie płonącego Jagdpanthera druga grupa też już osiągnęła drugi brzeg. Piątka ludzi razem z Mentonem weszła do zniszczonego domu i zabezpieczyło ulicę, którą miał pojechać czołg. Von Marder z dwójką żołnierzy poszli wąskim korytarzem między budynkami, aby wziąć sztab w kleszcze.
*
Adam odpalił Bazookę i z pewną chorobliwą fascynacją ujrzał, jak wybuch rzuca jednym Niemcem o ścianę. Szwab odbił się od niej i spadł na kamienną posadzkę w takiej pozycji, że nie mógł tego przeżyć.
Amerykanin schował się za niskim murkiem otaczającym taras, znajdujący się nad sztabem.
Załadował kolejny nabój, wychylił się i w tym momencie przeszyła go seria. Chwilę jeszcze stał, ale ciężar rury przeważył. Żołnierz spadł na dół spadł z głuchym hukiem.
Jego palce wciąż trzymały spust... i w chwili upadku zacisnęły się na nim.
Eksplozja rozsadziła drzwi, otwierając drogę do wnętrza.
Menton z drużyną już do niej podbiegli i wpadli do środka.
-Hände hoch! – wrzasnął Menton i wycelował w Adiego. Ten posłusznie podniósł ręce, a po nim to samo uczynił Pain. Nie mieli wyboru, to wszystko stało się zbyt szybko, by zareagować.
W czasie, kiedy Darius z dwoma towarzyszami odsłaniali kawałek podłogi w małym pomieszczeniu wewnątrz litery „L”, Adi przypomniał sobie o granacie, jakiego miał ukrytego w kieszeni. Teraz Szwaby były tak zajęte robieniem dziury w podłodze, że zdążyłby to wyciągnąć i rzucić na środek... może nawet uciec. A jak nie, to chociaż pokrzyżowałby plany tym sukinsynom.
Popatrzył na ich twarze... wszyscy nie mieli nawet dwudziestu lat. To były dzieciaki w mundurach.
Nie... to bezsensu zabijać w tej chwili.
Wyrzucił ten granat z myśli i dalej obserwował jak z otwartej skrytki wyciągają teczki z dokumentami, a następnie wychodzą drzwiami. Jeden ze Szkopów wskazał na Adiego i Paina i o coś spytał podoficera. Ten machnął ręką i wszyscy Niemcy opuścili pokój, zabrawszy jednak broń.
Adi pokręcił głową i rozejrzał się dookoła.
Razem z Painem wrócili do porządkowania dokumentów dotyczących zapotrzebowania niemieckich dywizji w ziemniaki i kapustę.



Axisplayer was moved down by Uchiha’s MG42
Axisplayer was moved down by Uchiha’s MG42
Axisplayer was moved down by Uchiha’s MG42 MULTIKILL!
Axisplayer was killed by |W$|Shimi's BAR
Alliesplayer was killed by Sewe's StG44
Alliesplayer was killed by Axisplayer's MP40
Alliesplayer was killed by Axisplayer's MP40
Axisplayer was killed by |W$|Shimi’s BAR
Axisplayer was killed by |W$|Cz4r3k's Colt1911
Axisplayer was silenced by Kubazi’s Springfield
Kubazi was anihilated by Ultra’s Jagdpanther
|W$|Dupa was anihilated by Ultra’s Jagdpanther DOUBLEKILL
|W$| was exploded by Mentos's riflenade
|W$|Shimi was exploded by Mentos's riflenade
|W$|Charlie was exploded by Mentos's riflenade MULTIKILL!
Axisplayer was moved down by Uchiha’s MG42
Uchiha was anihilated by Ultra’s Jagdpanther
|W$|Ultra was obliterated by Pa!n's air support
|W$|Zer0 was obliterat by Pa!n's air support
KonDzio was obliterat by Pa!n's air support
|W$|MACIEK was obliterat by Pa!n's air support
Sewe was obliterat by Pa!n's air support HOLY SHIT! MMMONSTER KILL!
|W$|SPIDIvonMARDER was panzernoobed by |W$|Adam's Bazooka ;)
|W$|Adam was killed by DaRoO's MP40

Axis win!






========Oryginalna treść postu=========
Witam!

Z okazji 4 lecia naszego serwisu, w czasie swojego wyjazdu, skroję całkowicie nowe opowiadanie, którego bohaterami będziecie Wy - użytkownicy serwera No Name. Jakie są moje opowiadania to wiecie... a jak nie, to zapraszam do linka na górze "Strefa SPIDIvonMARDER'a". Mapa, na której tym razem będzie działa się akcja to CAEN w obu popularnych wersjach. Ty razem fabuła nie będzie dotyczyła misji komandosów, jak w poprzednich tekstach, ale regularnych działań frontowych, co wydaje mi się być atrakcyjną nowością.
Jeśli macie jakieś uwagi... np. nie chcecie wystąpić, albo chcecie, tylko w konkretnym teamie, to piszcie w tym temacie. Do wieczora jest szansa, że to przeczytam :)

Obrazek
ObrazekObrazek

Parę fotek z Caen:
ObrazekObrazekObrazek
Obrazek
Czarek
Plutonowy
Plutonowy
Posty: 244
Rejestracja: 2011-02-28, 21:26

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: Czarek »

Ja chcę wystąpić xD Lubię czytać o sobie :P
Awatar użytkownika
KonDzio
Porucznik
Porucznik
Posty: 658
Rejestracja: 2011-08-29, 17:40
Nick w ET: ETPlayer
Lokalizacja: Białystok

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: KonDzio »

Ja gram niedługo na NN ale mogę wystąpic :)
War, war never changes ...
zer0
Kapitan
Kapitan
Posty: 729
Rejestracja: 2012-06-17, 20:32
Nick w ET: ETPlayer

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: zer0 »

Miło by było, jakbym też siebie tam zobaczył :P Oczywiście w Axis, mam sentyment do tych "złych" :D
Nie obiecam ci, że lepszy będzie świat,
ważny jest oczu twoich blask,
Nie obiecam ci, że czas ukoi ból
ważne, że jesteś tu…
Adamson
Plutonowy
Plutonowy
Posty: 205
Rejestracja: 2012-06-17, 19:16
Nick w ET: ETPlayer
Lokalizacja: Katowice

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: Adamson »

Mi też byłoby bardzo miło gdybym mógł wystąpić :). Obojętnie kim mogę być ;). Tylko jakbyś mógł to użyj mojego nicku z gry ( Adam ) a nie tego z forum :P.
Ostatnio zmieniony 2012-08-10, 17:58 przez Adamson, łącznie zmieniany 1 raz.
W$-klan założony 1 listopada z inicjatywy Sp33diego, Timka,Nooba,Czarka, Ultry, pierwotna nazwa Extreme Team tag: eT. Zmieniona na W$ po kilku godzinach i nawiązująca do dnia powstania 1 litopada (dzień Wszystkich $więtych )
Awatar użytkownika
kubazi
Starszy szeregowy
Starszy szeregowy
Posty: 72
Rejestracja: 2011-08-09, 09:03
Nick w ET: ETPlayer
Lokalizacja: Wrocław

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: kubazi »

Mnie też bardzo by było miło gdzybyś i mnie dodał :-D
Awatar użytkownika
sewe12
Major
Major
Posty: 900
Rejestracja: 2011-06-29, 20:24
Nick w ET: ETPlayer
Lokalizacja: Rzeszow

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: sewe12 »

Też bym chętnie wystąpił.Chciałbym byc w Axis <mam nadzieję że nie padne tak szybko jak w ostatnim opowiadaniu xD>
Obrazek
Obrazek
Awatar użytkownika
Mentos
Starszy kapral
Starszy kapral
Posty: 131
Rejestracja: 2011-12-27, 23:15

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: Mentos »

Po paru mogę się zapisać, tylko żebym zginął jakoś przyzwoicie jakby co :D
Awatar użytkownika
Uchiha
Szeregowiec
Szeregowiec
Posty: 40
Rejestracja: 2012-08-08, 23:52

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: Uchiha »

Jestem stosunkowo nowy na serwerze, ale jesli można, to też chętnie bym siebie w tym opowiadaniu ujrzał. Może być w roli pfnooba, zawsze uważałem smierć przez strzelenie sobie w stopy z bazooki za całkiem uroczą :)
Awatar użytkownika
SPIDIvonMARDER
Generał-komandor
Posty: 3024
Rejestracja: 2008-08-18, 14:07
Nick w ET: SPIDIvonMARDER
Kontakt:

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: SPIDIvonMARDER »

Mała próbka:

Przetrząsanie świeżo zdobytego sztabu było obrzydliwym zajęciem. Kiedy tylko colonel Adi wszedł do niedużego pomieszczenia, to aż wzdrygnął się na widok krwi ściekającej z sufitu i leżących dookoła fragmentów palców i nóg. Żołnierz broniący tego pomieszczenia wolał rozerwać się granatem, niż pójść do niewoli. Efektem tego teatralnego poświęcenia było zabrudzenie resztkami samego siebie całego pokoju i teraz ktoś musiał to posprzątać.
-Weźcie z pięciu, którzy mają braki w dyscyplinie i niech umyją ten burdel... – powiedział smutno pułkownik. Kiedyś... w czasach Afryki północnej mógł walczyć cały dzień, być bezpośrednio w okopie... nawet walczyć na bagnety. Nie bał się zwłok, eksplozji i śmierci. Ale jakoś od pewnego czasu... zaczęło mu to przeszkadzać, wręcz obrzydzać. Adi z niepokojem zauważał w sobie zmianę.... która najłatwiej było wytłumaczyć zmęczeniem. Musiał zatem zakończyć tę kampanię, póki jeszcze jako tako wytrzymywał w towarzystwie nie myjących się od miesiąca ludzi.
W pokoju leżały poniszczone biurka i krzesła. Pokój był w kształcie litery „L”, z czego góra litery kończyła się drabiną prowadzącą na galeryjkę, a obok były drzwi do maleńkiego pomieszczenia, usytuowanego w wewnętrznym polu litery.
Ściany, niegdyś w kolorze żółtej ochry, teraz raczej zbliżały się do rudo czerwonej i czarnej... przez wybuch i wciskające się w każdy kąt zwłoki.
Adi niechętnie przesunął nogą jakiś rozpaćkany kikut i podniósł przygniecione nim papiery. Większość dokumentów zniszczył wybuch, ale wiele teczek i kartek nadal zachowało swój kształt. Ten, który właśnie trzymał w ręku, opisywał zapotrzebowanie jakieś dywizji w kartofle i kiszoną kapustę.
Adi z obrzydzeniem odrzucił kartkę i wziął następną, tym razem opowiadającą o nagłej potrzebie dostarczenia do pułku pancernego dwóch ton marchwi...
Pułkownik westchnął głośno. Czekało go tutaj mnóstwo kopania, nim dotrze do czegoś istotnego.
Obrazek
Awatar użytkownika
^|*?**/Adi*/-**
Pułkownik
Pułkownik
Posty: 1442
Rejestracja: 2009-02-12, 22:26
Nick w ET: ^|*?**/Adi*/-**
Lokalizacja: Olsztyn
Kontakt:

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: ^|*?**/Adi*/-** »

Ale fajnie. Wystąpiłem w akcji promocyjnej tekstu. Z tego co dało się tam wyczytać, Spidi sporo czerpie z rzeczywistości. ;P
zer0
Kapitan
Kapitan
Posty: 729
Rejestracja: 2012-06-17, 20:32
Nick w ET: ETPlayer

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: zer0 »

staroszkolny styl pisania :p Zobaczymy co będzie w całości, ale mała próbka rozbudza ciekawość, a chyba to było celem :)
Nie obiecam ci, że lepszy będzie świat,
ważny jest oczu twoich blask,
Nie obiecam ci, że czas ukoi ból
ważne, że jesteś tu…
Awatar użytkownika
DaRoO
Starszy szeregowy
Starszy szeregowy
Posty: 64
Rejestracja: 2012-08-11, 08:05
Nick w ET: ETPlayer
Lokalizacja: Zielona Góra

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: DaRoO »

Jak by dało rade mnie również można gdzieś wcisnąć :)
Awatar użytkownika
SPIDIvonMARDER
Generał-komandor
Posty: 3024
Rejestracja: 2008-08-18, 14:07
Nick w ET: SPIDIvonMARDER
Kontakt:

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: SPIDIvonMARDER »

Tym razem postanowiłem nadawać bohaterom Wasze imiona nieco zmienione, Tak, aby pasowały do realiów.
Zatem mamy:
Axis: SPIDIvonMARDER - von Marder
zero - Nullmann
Maciek - Matthias
Sewe - Sewerus
Kondzio -Konrad
Mentos - Menton

Allies:
Adi - Adi
Shimi - Shimi
Uchiha - Uchiha
Adamson - Adam
Kubazi - Kubazi
Czarek - Charlie

Kto jeszcze chce oprócz DaRoO?
Obrazek
Awatar użytkownika
DaRoO
Starszy szeregowy
Starszy szeregowy
Posty: 64
Rejestracja: 2012-08-11, 08:05
Nick w ET: ETPlayer
Lokalizacja: Zielona Góra

Re: Caen - nowe opowiadanie

Post autor: DaRoO »

Nawet nie pytam dlaczego oprócz Daro bo to wygladało by jakbym lizał dupe.
Mam nadzieje ze opowiadanie ci wyjdzie.
Chociaz pewnie tak, jak cała reszta ;]
Zablokowany