Opowiadanie : "Oddział"
- KonDzio
- Porucznik
- Posty: 658
- https://www.houzz.com/pro/kuchnie/meble-kuchenne-i-kuchnie-na-wymiar-warszawa
- Rejestracja: 2011-08-29, 17:40
- Nick w ET: ETPlayer
- Lokalizacja: Białystok
Opowiadanie : "Oddział"
Była ciemna, deszczowa noc. Przygotowania do wyprawy były prawie zakończone. Jeszcze tylko sprawdzano sprzęt czy nie jest uszkodzony. Kapitan zer0 i jego załoga , miał wyruszyc na misję w , której wygraną było życie. W oddziale znajdowali się najlepsi żołnierze. Wymagania były bardzo ostre , więc tylko najlepsi z najlepszych mogli wyruszyc. Jednym z nich był DaRoO , nieobliczalny i niebezpieczny snajper. W swoim życiu zabił ponad 100 osób. Prawdziwy wirtuoz snajperki. Broń jego nosiła imię Izabele. Kochał ją niczym pocisk wystrzelony w głowę przeciwnika. Jednym strzałem potrafił zabic 3 wrogów na raz. Kolejny żołnierz nosił pseudonim.... hmmm... właściwie nikt go nie znał. Jego specjalnością były ładunki wybuchowe. Mówiono , że ze spinacza, prochu i gumy do żucia potrafi zmontowac dynamit. Jednym słowem inżynier, który nie zna granic w demolce.Kapitan zer0 był mistrzem w pracy zespołowej. Urodzony dowódca. Każda akcja , którą zaplanował była sukcesem. No i w końcu Ultra. Niesamowity radiooperator, który namierzał bazę wroga , a resztę robiły już myśliwce. Tak , ta czwórka najlepiej wyszkolonych żołnierzy, miała pokonac swojego największego wroga, który planował przejąc władzę nad światem. Imię jego było Noobuś. Wymawiane na ustach każdego człowieka wywoływało niepokój , strach i lęk. Miał dostęp do najnowszych technologii militarnej.
Nadleciał helikopter , który miał zabrac oddział do Iraku.
-No panowie, liczę na was ! - rzekł zachęcającym głosem Kapitan zer0
-Spokojnie szeryfie, damy rade. - odpowiedział mu snajper DaRoO.- Nie takie rzeczy się w życiu robiło.
Odlecieli. Droga , którą mieli przebyc była strasznie długa. Lecieli nad ogromnym oceanem. Szum fal zagłuszały śmigła helikoptera. nagle z miejsca dla pilota zaczęły wydobywac się dziwne dźwięki. W pewnej chwili Ultra zorientował się ,że pilot zasłabł.
- Kapitanie, pilot zasłabł ! Nikt nie pilotuje Helikoptera! - krzyknął przestraszony radiooperator.
-Czy ktoś z was potrafi pilotowac taką maszynę ? -zapytał nieznany nikomu inżynier.
-Tak , ja potrafię ! - odpowiedział szybko DaRoO.
Nie zastanawiając się , wbiegł do kabiny pilota. Chwycił za ster i próbował z całych sił wznieśc helikopter w górę. Na szczęście udało mu się, lecz to nie był koniec kłopotów. Pilota trzeba było zawieśc do szpitala , a gdzie na pełnym oceanie znaleźc szpital ? Minęła godzina. Lądu nie było widac. Paliwo w baku helikoptera kończyło się.
To było już pewne . Oddział nie doleci do Iraku. Łącznośc nie działała. Nagle pod sobą zobaczyli ogromną dżunglę.
- Musimy tu lądowac- poinformował Kapitan zer0. Nie mamy wystarczająco dużo paliwa aby leciec dalej.-dodał
DaRoO wysłuchał dowódcy i znalazł miejsce w ,którym można było bezpiecznie wylądowac.
Wszyscy byli straszliwie wyczerpani, a do tego słońce powoli zachodziło. Rozłożyli prowizoryczny obóz. W dżungli był przepiękny krajobraz. Ogromne drzewa przepuszczały tylko pojedyncze promienie słoneczne. Gdzieś w liściach słychac było syczenie węży , wyruszających na polowanie. Piszczące papugi słyszane gdzieś z oddali przypominały szum wiatru. Księżyc tej nocy był w pełni. O tak, dzika symfonia przy blasku ogromnego księżyca. Niczym w operze w , której reflektor świeci na grających aktorów. Nocna sztuka dobiegała powoli do końca. Nagle gdzieś w oddali oddział usłyszał strzał.
-Kapitanie co robimy ?- zapytał zaniepokojony Ultra.
-Mówcie ciszej ! - musimy byc cicho bo inaczej ten ktoś nas usłyszy - dodał po chwili zer0
-Ja i DaRoO pójdziemy na prawo , a ty i inżynier pójdziecie na lewo. - rozkazał Kapitan
Nagle rozległ się drugi strzał. Obie grupy pobiegły w tym samym kierunku.
-Stop ! - powiedział zer0. Ten typek jest w tamtej chałupie... Ultra mów co widzisz !
- hemm.. tam jest jakiś koleś ze strzelbą... nie zaraz jest ich 3 ..dwóch celuje do jednego, a on klęczy z zawiązanymi oczyma.
- DaRoO , czy mamy pociski usypiające ? - zapytał w pośpiechy Kapitan
-Owszem ale niewiele.. nie wiem czy warto ich używac no ale trudno .
Mówiąc te słowa snajper ładował swoją " Izabele".
-Na mój sygnał- powiedział Ultra
- Teraz !
DaRoO wystrzelił szybko 2 pociski , które po chwili uśpiły tych facetów. Żołnierze podbiegli do związanego zakładnika i uwolnili go. Był to pa!n.
-Dziękuje wam za uratowanie życia!. Gdyby nie wy, leżałbym już martwy w tym rowie! .- Powiedział rozpłakany pa!n, klękając przed oddziałem.
-Kim jesteś i dlaczego cię porwano ?- zapytał zaciekawiony zer0
-Jestem sanitariuszem z pobliskiego szpitala- odpowiedział uwolniony zakładnik
Słysząc te słowa, żołnierze kazali mu zaprowadzic ich do szpitala. Nagle przypomnieli sobie , że zastawili pilota śmigłowca w obozie. Wraz z medykiem pobiegli w stronę tymczasowej bazy.Gdy przybyli na miejsce ujrzeli coś zdumiewającego. Wszystko co tu zostawili zniknęło. Zapasy jedzenia, amunicja, leki... Zostały tylko ubrania i okruchy chleba. Najgorsze było to , że pilot też znikną.
Dżungla wydawała się byc przyjazna, a okazało się zupełnie coś innego. Zostawieni na pastwę losu żołnierze musieli jakoś sobie radzic. Szpital oddalony był od nich o około 7 kilometrów. Była to ostatnia nadzieja na przeżycie.
-Pa!n zaprowadź nas tam. - rozkazał zer0, kładąc rękę na ramieniu medyka.
- Musimy dotrzec tam przed zachodem słońca. Po ciemku nigdy tam nie dojdziemy.- poinformował smutnym i zmartwionym głosem sanitariusz.
Mijały godziny. Słońce powoli zachodziło, a przed nimi były jeszcze 3 kilometry. Jakby tego było mało , rozpadał się ogromny deszcz. Te 3 kilometry wydawały się byc ich drogą krzyżową. Oddział nie miał już nadziei na przeżycie. Z piękniej dżungli , zrobiła się mordercza i niebezpieczna kraina. Woda spływała po liściach drzew niczym wodospad. Niszczycielska moc tej dziczy wykańczała Kapitana zer0 i jego załogę. Nadeszła kolejna, tym razem niebezpieczna noc. Żołnierze nie mieli gdzie spac. Z liści, patyków oraz głazów zbudowali prymitywny szałas. Światło na krótko zapewniły flary , które inżynier miał przy sobie. Położenie oddziału było fatalne. Z daleka od domu , od celu misji, od cywilizacji. Noc dobiegała końca. Nadszedł czas aby dotrzec do szpitala.
-Panowie wstajemy ! Przed nami bardzo spory kawał drogi.- powiedział Kapitan zer0, rozciągając się i budząc swój oddział ze snu.
-yhm... Jeszcze tylko pięc minut szeryfie (zieew)- odpowiedział mu zaspany DaRoO
Po chwili wszyscy wstali aby wyruszyc w drogę.
-Ultra co ty tam robisz przy tym drzewie?- zapytał roześmiany inżynier
-Nie podglądaj ! Załatwiam swoje potrzeby fizjologiczne !- odpowiedział radiooperator Ultra, patrząc na inżyniera wściekłym wzrokiem.
-Nie kłucic mi się tu ! - krzyknął oburzony zer0
Żołnierzom powoli wracał dobry humor. Niestety nie na długo. Gdy dotarli do szpitala z nadzieją , że ktoś im pomorze , ujrzeli coś strasznego. Szpital , który był ich ostatnią deską ratunku, wyglądał jakby ktoś wysadził go w powietrze. Śmierdziało spalenizną i martwymi ludzkimi ciałami. Z okien ulatniał się dym. Ludzkie szczątki leżały 40 metrów od szpitala.
-Mój Boże, co tu się stało !?- zapytał pełen lęku i strachu DaRoO spoglądając na sanitariusza.
-To na pewno ci ludzie , którzy przyjeżdżają tu co miesiąc. Biorą od nas leki , pieniądze i sprzęt radiowy .- poinformował pa!n
-Wchodzimy tam , może zostało coś co może nam się przydac. - rozkazał Kapitan zer0 spoglądając na swój cały oddział.
-Chwilka Kapitanie . Wygląda na to ,że użyto ciężkich ładunków wybuchowych.- powiedział inżynier , który zaczął badac ściany szpitala.
-To na pewno Noobuś i jego ludzie szeryfie ! - krzyknął snajper do kapitana.
-Całkiem możliwe ale nie wiadomo czy to na pewno on. -odpowiedział zer0
Oddział wszedł do środka. Wnętrze szpitala wyglądało jeszcze gorzej niż wyglądało to na zewnątrz. Ściany wysmarowane krwią, na podłodze pełno trupów. Prawie cały sprzęt był zniszczony. Żołnierze brali tylko jakieś cegły i leki , które zostały po zamachu. Po wyjściu z tej strasznej budowli , zaczęto zastanawiac się jak opuścic wyspę.
Postanowili , że wrócą do miejsca w , którym zostawili śmigłowiec albowiem w szpitalu znaleźli spory zapas paliwa. Kiedy dotarli na miejsce zobaczyli , że helikopter stoi tak jak stał.
-Musimy jakoś odpalic tą maszynę . - powiedział zer0 spoglądając na inżyniera.
-Będzie to możliwe ale zajmie mi to około jednego dnia- poinformował nadal nie znany nikomu z imienia inżynier
-Właściwie to powiesz jak się nazywasz? - zapytał go DaRoO
-Ehhh... No dobrze . Wygląda na to ,że i tak razem zginiemy więc powiem. Nazywam się Volin. - odpowiedział zniechęconym głosem inżynier.
W końcu inżynier powiedział jak ma na imię. Helikopter był w coraz lepszym stanie. Ilośc paliwa, którą posiadali powinna wystarczyc aby doleciec to Iraku gdzie wojsko miało im zapewnic amunicję i sprzęt potrzebny do wykonania misji.
Minął dzień. Śmigłowiec był już naprawiony. Oddział wsiadł do maszyny. Odlecieli aby kontynuowac powierzoną im misję. Podczas gdy oni musieli lądowac w dżungli , Noobuś rósł w się. Jego armia rosła z każdą godziną.
Wydarzenie z dziczy były niczym w porównaniu z tym co będzie działo się w Iraku.Droga była długa i męcząca. Po przeżyciach w dżungli , grupa specjalnie wyszkolonych żołnierzy była jeszcze bardziej zdeterminowana do działania. Chęc zemsty była ogromna.
Snajper DaRoO z powodu doskwierającej mu nudy, wyją swoją starą , trochę zniszczoną , szarą harmonijkę , którą dostał kiedyś od dziadka. Atmosfera w śmigłowcu była cudowna. Dźwięk śmigieł, warczenie silnika i melodie grane przez snajpera na instrumencie. Sanitariusz pa!n opatrywał ranę na swojej lewej ręce.
Irak , kraina pustynna na , której przelano krew wielu niewinnych ludzi. Oddział Kapitana zer0 miał to zmienic. Zabicie Noobusia pozwalałoby na spokojne życie tamtej ludności. Ludzie o, których mowa była rekrutowana wbrew własnej woli do armii tego podstępnego człowieka.Noobuś nie znał słowa "litośc". Mordował tego kogo akurat chciał. Nosił on czarną opaskę na oko. Wydłubał je sobie przypadkowo. Kiedy był dzieckiem poślizgną się , a okiem nadział się na patyk. Od tamtej pory swoim wrogo wydłubuje nożem jedno oko.
Już dobrze. Wracamy do naszej załogi. Śmigłowiec był coraz bliżej celu. Żołnierze przygotowywali się do lądowania w bazie tamtych wojsk.
- Przygotowac się do lądowania !- krzyknął siedzący w kabinie pilota DaRoO
Gdy oddział wylądował , czekał już tam na nich wojskowy komitet powitalny. Wysiedli. Na następny dzień miały zacząc się miejscowe przygotowania do misji.
Zapadła noc. . Wszędzie piach , który wlatywał nieproszony w oczy , uszy i nos. Gdzie nie gdzie rosły zeschnięte już rośliny. Piękne , a za razem mordercze miejsce miało post apokaliptyczny krajobraz. Niczym po wybuchu bomby atomowej. Za dnia słońce paliło jak w piekarniku , a w nocy robiło się coraz zimniej.
Nadszedł dzień. Żołnierze powstawali. Ubrali się i powoli przygotowywali się do zabicia Noobusia.
-Sprawdźcie czy wszystko wzięliście. - powiedział Kapitan zer0 do swojej załogi
-Ja mam wszystko.- poinformował Volin
-Ja też Kapitanie- powiedział Ultra biorąc do ręki swój karabin
-Czekajcie na mnie ! Muszę wyczyścic swoją "Izabele" !- krzyknął do kolegów DaRoO
- A medyk ? Medyk czemu z nami nie idzie ?- zapytał zdziwiony Ultra
-Niestety w jego rękę wdało się poważne zakażenie i musi tu zostac . - odpowiedział Kapitan
Wyruszyli w drogę. Baza Noobusia znajdowała się 10 kilometrów od ich bazy. Po drodze czekały ich niebezpieczeństwa albowiem wszędzie czaiły się wrogie wojska Nooba. Gdy wysiedli z wozu Ultra zaczął się rozglądac czy nigdzie nie ma wroga.
-Kapitanie ! Kapitanie ! - krzyknął Ultra
- Co się stało , że tak krzyczysz? - zapytał oburzony zer0
-Wróg ! Wróg ! o tam chowa się za skałą! - odpowiedział mu radiooperator
-Cicho ! Udawajmy , że go nie widzimy. - rozkazał Kapitan spoglądając na DaRoO
-Rozumiem szeryfie , że mam go załatwic ? - zapytał ucieszony snajper
-No chyba nie dasz mu kwiatów i czekoladki . - roześmiał się zer0
DaRoO położył się pod samochodem i oczekiwał aż wróg się wychyli.Po chwili snajper zobaczył kawałek głowy przeciwnika. Przeładował "Izabele" i oddał strzał. Pocisk rozwalił czaszkę wroga , a krew rozprysnęła się na wszystkie strony. Niestety to co miało się zaraz wydarzyc przerosło nawet grupę naszych żołnierzy. To była pułapka. Nagle z pod piachu wyleźli ludzie z armii Noobusia. Chwilę potem przyjechał sam Noobuś.
-Hahahaha! Wpadliście w moją pułapkę wy naiwni idioci !- zaśmiał się szyderczym głosem Noob
-Witaj Noobusiu . Kolejne spotkanie po latach! - powiedział Kapitan zer0
- Hmmm... ,a może zabije kogoś z twojej ekipy zer0 ? - zapytał Noobuś
-Nawet sobie o tym nie myśl ! - krzyknął Kapitan plując w twarz swojemu największemu wrogowi
-Przegiąłeś Kapitanie ! Odciąc rękę temu radiooperatorowi !- powiedział wycierając się ze śliny Noobuś
Nagle jeden z żołnierzy wrogiej armii przyprowadził medyka pa!na , który całą drogę siedział w bagażniku samochodu.
- Nie pozwolę na to abyś odciął mu rękę! - krzyknął pa!n
Sanitariusz wyrwał się z rąk wroga i pobiegł w stronę Ultry.
-Pa!n nieeeeeee.....! - krzyknął zer0
Nagle medyk upadł. Za jednym z głazów siedział snajper Noobusia. Trafił Pa!na między oczy. Strzelec zwał się le dupa. W ustach miał kubańskie cygaro , a na głowie kowbojski stary kapelusz. Le dupa pochodził z Hiszpanii i był niemową , ponieważ Noobuś odciął mu kiedyś język. Snajper podszedł do martwego Pa!na, zdjął z niego koszule i kopnął w brzuch aby upewnic się czy na pewno nie żyje.
-Zabrac ich do celi i odebrac broń. - rozkazał Noobuś
Oddział zabrano do tajnej kwatery Nooba. Wrzucono ich do celi w połowie wypełnionej wodą. Miało to na celu uniemożliwienie spania zakładnikom. Mijały dni. Drużyna wciąż była uwięziona w celi. Noobuś przygotowywał swoją armię do przejęcia władzy nad światem. Technologia , którą osiadał była niewyobrażalnie silna. Broń strzelająca tytanowymi pociskami. Ubranie dzięki , któremu jego człowiek mógł stac się niewidzialny. Do dyspozycji miał ponad 70 bombowców i 500 myśliwców. Posiadał najgroźniejszą broń wszech czasów. Dwie bomby atomowe pozwalały mu na zniszczenie największych potęg : Rosji i U.S.A.
-Nigdy się stąd nie wydostaniemy. - powiedział DaRoO , któremu zabrano jego "Izabele"
-Zaraz , zaraz . Volin zobacz! jesteś specjalistą od wybuchów tak ? - zapytał radosnym głosem zer0
-No tak . Ale ... chwilka !. Nie zabrali mi czapki w , której noszę zawsze jakąś rurkę , lont i proch !- powiedział uradowany inżynier
-W nocy zmontujesz dynamit ! musimy się stąd wydostac.- rozkazał mu Kapitan zer0 kładąc ręce na swoich mokrych kolanach.
Nagle drzwi od celi otworzyły się. Stał w nich muskularnie zbudowany mężczyzna. W ręku trzymał strzelbę typu m1 garand. Nazywał się MACIEK. Obok niego stał snajper le dupa i człowiek z panzerem , który nazywał się Czarek.
-Czego chcecie ?! - zapytał zdenerwowany Kapitan zer0 spoglądając na trójkę facetów
-Noobuś nas przysłał abyśmy was zabili ! Hahaha ! - odpowiedział drwiącym głosem Czarek
-No to dalej wchodźcie ! -krzyknął zachęcająco DaRoO
Oddział Kapitana zer0 wyciągnięto na piaski pustyni. Czarek zawiązał im oczy. Cała załoga klęczała na gorącym piachu. MACIEK wziął swoją strzelbę. Przeładował. Na pierwszy ogień poszedł Volin. Rozległ się strzał. Inżynier leżał martwy z przestrzeloną głową. Przyszła kolej na radio operatora Ultre. Le dupa nie strzelał lecz podszedł do niego , wyją nóż i poderżną mu gardło.Zostali tylko dwaj: DaRoO i zer0. Czarek wyją dzwoniący telefon z kieszeni i przyłożył go do ucha.
-Hallo ...? ale .... ale jak to. Dobrze rozumiem !
-Mamy rozkaz ich wypuścic. - powiedział do dwóch swoich towarzyszy Czarek
-Ale jak to ? przecież mieliśmy ich zabic. - zapytał zdziwiony MACIEK
-myśliwce zestrzeliły samolot w , którym leciał Noobuś ,a bombowce z atomówką nawet jeszcze nie wyleciały.- odpowiedział Czarek. - On nie żyje - dodał po chwili
-Hahaha ! To już koniec frajerzy ! - zaśmiał się DaRoO
MACIEK wziął swoją strzelbę do ręki i uderzył snajpera oraz kapitana zer0. Dwaj żołnierze , którzy przeżyli leżeli na pustyni. Poszukiwania ich trwały 4 dni. Gdy w końcu ich odnaleziono , okazało się , że nic nie pamiętają. Może to i dobrze? Przynajmniej skończyły się męki oddziału Kapitana zer0.
Konrad( KonDzio )
Proszę o wyrozumiałośc , ponieważ to moje pierwsze opowiadanie , które wrzucam na forum :). Komentujcie .
Przepraszam wszystkich tych , których miałem wykorzystac a tego nie zrobiłem . Przepraszam . Może następnym razem :)
Nadleciał helikopter , który miał zabrac oddział do Iraku.
-No panowie, liczę na was ! - rzekł zachęcającym głosem Kapitan zer0
-Spokojnie szeryfie, damy rade. - odpowiedział mu snajper DaRoO.- Nie takie rzeczy się w życiu robiło.
Odlecieli. Droga , którą mieli przebyc była strasznie długa. Lecieli nad ogromnym oceanem. Szum fal zagłuszały śmigła helikoptera. nagle z miejsca dla pilota zaczęły wydobywac się dziwne dźwięki. W pewnej chwili Ultra zorientował się ,że pilot zasłabł.
- Kapitanie, pilot zasłabł ! Nikt nie pilotuje Helikoptera! - krzyknął przestraszony radiooperator.
-Czy ktoś z was potrafi pilotowac taką maszynę ? -zapytał nieznany nikomu inżynier.
-Tak , ja potrafię ! - odpowiedział szybko DaRoO.
Nie zastanawiając się , wbiegł do kabiny pilota. Chwycił za ster i próbował z całych sił wznieśc helikopter w górę. Na szczęście udało mu się, lecz to nie był koniec kłopotów. Pilota trzeba było zawieśc do szpitala , a gdzie na pełnym oceanie znaleźc szpital ? Minęła godzina. Lądu nie było widac. Paliwo w baku helikoptera kończyło się.
To było już pewne . Oddział nie doleci do Iraku. Łącznośc nie działała. Nagle pod sobą zobaczyli ogromną dżunglę.
- Musimy tu lądowac- poinformował Kapitan zer0. Nie mamy wystarczająco dużo paliwa aby leciec dalej.-dodał
DaRoO wysłuchał dowódcy i znalazł miejsce w ,którym można było bezpiecznie wylądowac.
Wszyscy byli straszliwie wyczerpani, a do tego słońce powoli zachodziło. Rozłożyli prowizoryczny obóz. W dżungli był przepiękny krajobraz. Ogromne drzewa przepuszczały tylko pojedyncze promienie słoneczne. Gdzieś w liściach słychac było syczenie węży , wyruszających na polowanie. Piszczące papugi słyszane gdzieś z oddali przypominały szum wiatru. Księżyc tej nocy był w pełni. O tak, dzika symfonia przy blasku ogromnego księżyca. Niczym w operze w , której reflektor świeci na grających aktorów. Nocna sztuka dobiegała powoli do końca. Nagle gdzieś w oddali oddział usłyszał strzał.
-Kapitanie co robimy ?- zapytał zaniepokojony Ultra.
-Mówcie ciszej ! - musimy byc cicho bo inaczej ten ktoś nas usłyszy - dodał po chwili zer0
-Ja i DaRoO pójdziemy na prawo , a ty i inżynier pójdziecie na lewo. - rozkazał Kapitan
Nagle rozległ się drugi strzał. Obie grupy pobiegły w tym samym kierunku.
-Stop ! - powiedział zer0. Ten typek jest w tamtej chałupie... Ultra mów co widzisz !
- hemm.. tam jest jakiś koleś ze strzelbą... nie zaraz jest ich 3 ..dwóch celuje do jednego, a on klęczy z zawiązanymi oczyma.
- DaRoO , czy mamy pociski usypiające ? - zapytał w pośpiechy Kapitan
-Owszem ale niewiele.. nie wiem czy warto ich używac no ale trudno .
Mówiąc te słowa snajper ładował swoją " Izabele".
-Na mój sygnał- powiedział Ultra
- Teraz !
DaRoO wystrzelił szybko 2 pociski , które po chwili uśpiły tych facetów. Żołnierze podbiegli do związanego zakładnika i uwolnili go. Był to pa!n.
-Dziękuje wam za uratowanie życia!. Gdyby nie wy, leżałbym już martwy w tym rowie! .- Powiedział rozpłakany pa!n, klękając przed oddziałem.
-Kim jesteś i dlaczego cię porwano ?- zapytał zaciekawiony zer0
-Jestem sanitariuszem z pobliskiego szpitala- odpowiedział uwolniony zakładnik
Słysząc te słowa, żołnierze kazali mu zaprowadzic ich do szpitala. Nagle przypomnieli sobie , że zastawili pilota śmigłowca w obozie. Wraz z medykiem pobiegli w stronę tymczasowej bazy.Gdy przybyli na miejsce ujrzeli coś zdumiewającego. Wszystko co tu zostawili zniknęło. Zapasy jedzenia, amunicja, leki... Zostały tylko ubrania i okruchy chleba. Najgorsze było to , że pilot też znikną.
Dżungla wydawała się byc przyjazna, a okazało się zupełnie coś innego. Zostawieni na pastwę losu żołnierze musieli jakoś sobie radzic. Szpital oddalony był od nich o około 7 kilometrów. Była to ostatnia nadzieja na przeżycie.
-Pa!n zaprowadź nas tam. - rozkazał zer0, kładąc rękę na ramieniu medyka.
- Musimy dotrzec tam przed zachodem słońca. Po ciemku nigdy tam nie dojdziemy.- poinformował smutnym i zmartwionym głosem sanitariusz.
Mijały godziny. Słońce powoli zachodziło, a przed nimi były jeszcze 3 kilometry. Jakby tego było mało , rozpadał się ogromny deszcz. Te 3 kilometry wydawały się byc ich drogą krzyżową. Oddział nie miał już nadziei na przeżycie. Z piękniej dżungli , zrobiła się mordercza i niebezpieczna kraina. Woda spływała po liściach drzew niczym wodospad. Niszczycielska moc tej dziczy wykańczała Kapitana zer0 i jego załogę. Nadeszła kolejna, tym razem niebezpieczna noc. Żołnierze nie mieli gdzie spac. Z liści, patyków oraz głazów zbudowali prymitywny szałas. Światło na krótko zapewniły flary , które inżynier miał przy sobie. Położenie oddziału było fatalne. Z daleka od domu , od celu misji, od cywilizacji. Noc dobiegała końca. Nadszedł czas aby dotrzec do szpitala.
-Panowie wstajemy ! Przed nami bardzo spory kawał drogi.- powiedział Kapitan zer0, rozciągając się i budząc swój oddział ze snu.
-yhm... Jeszcze tylko pięc minut szeryfie (zieew)- odpowiedział mu zaspany DaRoO
Po chwili wszyscy wstali aby wyruszyc w drogę.
-Ultra co ty tam robisz przy tym drzewie?- zapytał roześmiany inżynier
-Nie podglądaj ! Załatwiam swoje potrzeby fizjologiczne !- odpowiedział radiooperator Ultra, patrząc na inżyniera wściekłym wzrokiem.
-Nie kłucic mi się tu ! - krzyknął oburzony zer0
Żołnierzom powoli wracał dobry humor. Niestety nie na długo. Gdy dotarli do szpitala z nadzieją , że ktoś im pomorze , ujrzeli coś strasznego. Szpital , który był ich ostatnią deską ratunku, wyglądał jakby ktoś wysadził go w powietrze. Śmierdziało spalenizną i martwymi ludzkimi ciałami. Z okien ulatniał się dym. Ludzkie szczątki leżały 40 metrów od szpitala.
-Mój Boże, co tu się stało !?- zapytał pełen lęku i strachu DaRoO spoglądając na sanitariusza.
-To na pewno ci ludzie , którzy przyjeżdżają tu co miesiąc. Biorą od nas leki , pieniądze i sprzęt radiowy .- poinformował pa!n
-Wchodzimy tam , może zostało coś co może nam się przydac. - rozkazał Kapitan zer0 spoglądając na swój cały oddział.
-Chwilka Kapitanie . Wygląda na to ,że użyto ciężkich ładunków wybuchowych.- powiedział inżynier , który zaczął badac ściany szpitala.
-To na pewno Noobuś i jego ludzie szeryfie ! - krzyknął snajper do kapitana.
-Całkiem możliwe ale nie wiadomo czy to na pewno on. -odpowiedział zer0
Oddział wszedł do środka. Wnętrze szpitala wyglądało jeszcze gorzej niż wyglądało to na zewnątrz. Ściany wysmarowane krwią, na podłodze pełno trupów. Prawie cały sprzęt był zniszczony. Żołnierze brali tylko jakieś cegły i leki , które zostały po zamachu. Po wyjściu z tej strasznej budowli , zaczęto zastanawiac się jak opuścic wyspę.
Postanowili , że wrócą do miejsca w , którym zostawili śmigłowiec albowiem w szpitalu znaleźli spory zapas paliwa. Kiedy dotarli na miejsce zobaczyli , że helikopter stoi tak jak stał.
-Musimy jakoś odpalic tą maszynę . - powiedział zer0 spoglądając na inżyniera.
-Będzie to możliwe ale zajmie mi to około jednego dnia- poinformował nadal nie znany nikomu z imienia inżynier
-Właściwie to powiesz jak się nazywasz? - zapytał go DaRoO
-Ehhh... No dobrze . Wygląda na to ,że i tak razem zginiemy więc powiem. Nazywam się Volin. - odpowiedział zniechęconym głosem inżynier.
W końcu inżynier powiedział jak ma na imię. Helikopter był w coraz lepszym stanie. Ilośc paliwa, którą posiadali powinna wystarczyc aby doleciec to Iraku gdzie wojsko miało im zapewnic amunicję i sprzęt potrzebny do wykonania misji.
Minął dzień. Śmigłowiec był już naprawiony. Oddział wsiadł do maszyny. Odlecieli aby kontynuowac powierzoną im misję. Podczas gdy oni musieli lądowac w dżungli , Noobuś rósł w się. Jego armia rosła z każdą godziną.
Wydarzenie z dziczy były niczym w porównaniu z tym co będzie działo się w Iraku.Droga była długa i męcząca. Po przeżyciach w dżungli , grupa specjalnie wyszkolonych żołnierzy była jeszcze bardziej zdeterminowana do działania. Chęc zemsty była ogromna.
Snajper DaRoO z powodu doskwierającej mu nudy, wyją swoją starą , trochę zniszczoną , szarą harmonijkę , którą dostał kiedyś od dziadka. Atmosfera w śmigłowcu była cudowna. Dźwięk śmigieł, warczenie silnika i melodie grane przez snajpera na instrumencie. Sanitariusz pa!n opatrywał ranę na swojej lewej ręce.
Irak , kraina pustynna na , której przelano krew wielu niewinnych ludzi. Oddział Kapitana zer0 miał to zmienic. Zabicie Noobusia pozwalałoby na spokojne życie tamtej ludności. Ludzie o, których mowa była rekrutowana wbrew własnej woli do armii tego podstępnego człowieka.Noobuś nie znał słowa "litośc". Mordował tego kogo akurat chciał. Nosił on czarną opaskę na oko. Wydłubał je sobie przypadkowo. Kiedy był dzieckiem poślizgną się , a okiem nadział się na patyk. Od tamtej pory swoim wrogo wydłubuje nożem jedno oko.
Już dobrze. Wracamy do naszej załogi. Śmigłowiec był coraz bliżej celu. Żołnierze przygotowywali się do lądowania w bazie tamtych wojsk.
- Przygotowac się do lądowania !- krzyknął siedzący w kabinie pilota DaRoO
Gdy oddział wylądował , czekał już tam na nich wojskowy komitet powitalny. Wysiedli. Na następny dzień miały zacząc się miejscowe przygotowania do misji.
Zapadła noc. . Wszędzie piach , który wlatywał nieproszony w oczy , uszy i nos. Gdzie nie gdzie rosły zeschnięte już rośliny. Piękne , a za razem mordercze miejsce miało post apokaliptyczny krajobraz. Niczym po wybuchu bomby atomowej. Za dnia słońce paliło jak w piekarniku , a w nocy robiło się coraz zimniej.
Nadszedł dzień. Żołnierze powstawali. Ubrali się i powoli przygotowywali się do zabicia Noobusia.
-Sprawdźcie czy wszystko wzięliście. - powiedział Kapitan zer0 do swojej załogi
-Ja mam wszystko.- poinformował Volin
-Ja też Kapitanie- powiedział Ultra biorąc do ręki swój karabin
-Czekajcie na mnie ! Muszę wyczyścic swoją "Izabele" !- krzyknął do kolegów DaRoO
- A medyk ? Medyk czemu z nami nie idzie ?- zapytał zdziwiony Ultra
-Niestety w jego rękę wdało się poważne zakażenie i musi tu zostac . - odpowiedział Kapitan
Wyruszyli w drogę. Baza Noobusia znajdowała się 10 kilometrów od ich bazy. Po drodze czekały ich niebezpieczeństwa albowiem wszędzie czaiły się wrogie wojska Nooba. Gdy wysiedli z wozu Ultra zaczął się rozglądac czy nigdzie nie ma wroga.
-Kapitanie ! Kapitanie ! - krzyknął Ultra
- Co się stało , że tak krzyczysz? - zapytał oburzony zer0
-Wróg ! Wróg ! o tam chowa się za skałą! - odpowiedział mu radiooperator
-Cicho ! Udawajmy , że go nie widzimy. - rozkazał Kapitan spoglądając na DaRoO
-Rozumiem szeryfie , że mam go załatwic ? - zapytał ucieszony snajper
-No chyba nie dasz mu kwiatów i czekoladki . - roześmiał się zer0
DaRoO położył się pod samochodem i oczekiwał aż wróg się wychyli.Po chwili snajper zobaczył kawałek głowy przeciwnika. Przeładował "Izabele" i oddał strzał. Pocisk rozwalił czaszkę wroga , a krew rozprysnęła się na wszystkie strony. Niestety to co miało się zaraz wydarzyc przerosło nawet grupę naszych żołnierzy. To była pułapka. Nagle z pod piachu wyleźli ludzie z armii Noobusia. Chwilę potem przyjechał sam Noobuś.
-Hahahaha! Wpadliście w moją pułapkę wy naiwni idioci !- zaśmiał się szyderczym głosem Noob
-Witaj Noobusiu . Kolejne spotkanie po latach! - powiedział Kapitan zer0
- Hmmm... ,a może zabije kogoś z twojej ekipy zer0 ? - zapytał Noobuś
-Nawet sobie o tym nie myśl ! - krzyknął Kapitan plując w twarz swojemu największemu wrogowi
-Przegiąłeś Kapitanie ! Odciąc rękę temu radiooperatorowi !- powiedział wycierając się ze śliny Noobuś
Nagle jeden z żołnierzy wrogiej armii przyprowadził medyka pa!na , który całą drogę siedział w bagażniku samochodu.
- Nie pozwolę na to abyś odciął mu rękę! - krzyknął pa!n
Sanitariusz wyrwał się z rąk wroga i pobiegł w stronę Ultry.
-Pa!n nieeeeeee.....! - krzyknął zer0
Nagle medyk upadł. Za jednym z głazów siedział snajper Noobusia. Trafił Pa!na między oczy. Strzelec zwał się le dupa. W ustach miał kubańskie cygaro , a na głowie kowbojski stary kapelusz. Le dupa pochodził z Hiszpanii i był niemową , ponieważ Noobuś odciął mu kiedyś język. Snajper podszedł do martwego Pa!na, zdjął z niego koszule i kopnął w brzuch aby upewnic się czy na pewno nie żyje.
-Zabrac ich do celi i odebrac broń. - rozkazał Noobuś
Oddział zabrano do tajnej kwatery Nooba. Wrzucono ich do celi w połowie wypełnionej wodą. Miało to na celu uniemożliwienie spania zakładnikom. Mijały dni. Drużyna wciąż była uwięziona w celi. Noobuś przygotowywał swoją armię do przejęcia władzy nad światem. Technologia , którą osiadał była niewyobrażalnie silna. Broń strzelająca tytanowymi pociskami. Ubranie dzięki , któremu jego człowiek mógł stac się niewidzialny. Do dyspozycji miał ponad 70 bombowców i 500 myśliwców. Posiadał najgroźniejszą broń wszech czasów. Dwie bomby atomowe pozwalały mu na zniszczenie największych potęg : Rosji i U.S.A.
-Nigdy się stąd nie wydostaniemy. - powiedział DaRoO , któremu zabrano jego "Izabele"
-Zaraz , zaraz . Volin zobacz! jesteś specjalistą od wybuchów tak ? - zapytał radosnym głosem zer0
-No tak . Ale ... chwilka !. Nie zabrali mi czapki w , której noszę zawsze jakąś rurkę , lont i proch !- powiedział uradowany inżynier
-W nocy zmontujesz dynamit ! musimy się stąd wydostac.- rozkazał mu Kapitan zer0 kładąc ręce na swoich mokrych kolanach.
Nagle drzwi od celi otworzyły się. Stał w nich muskularnie zbudowany mężczyzna. W ręku trzymał strzelbę typu m1 garand. Nazywał się MACIEK. Obok niego stał snajper le dupa i człowiek z panzerem , który nazywał się Czarek.
-Czego chcecie ?! - zapytał zdenerwowany Kapitan zer0 spoglądając na trójkę facetów
-Noobuś nas przysłał abyśmy was zabili ! Hahaha ! - odpowiedział drwiącym głosem Czarek
-No to dalej wchodźcie ! -krzyknął zachęcająco DaRoO
Oddział Kapitana zer0 wyciągnięto na piaski pustyni. Czarek zawiązał im oczy. Cała załoga klęczała na gorącym piachu. MACIEK wziął swoją strzelbę. Przeładował. Na pierwszy ogień poszedł Volin. Rozległ się strzał. Inżynier leżał martwy z przestrzeloną głową. Przyszła kolej na radio operatora Ultre. Le dupa nie strzelał lecz podszedł do niego , wyją nóż i poderżną mu gardło.Zostali tylko dwaj: DaRoO i zer0. Czarek wyją dzwoniący telefon z kieszeni i przyłożył go do ucha.
-Hallo ...? ale .... ale jak to. Dobrze rozumiem !
-Mamy rozkaz ich wypuścic. - powiedział do dwóch swoich towarzyszy Czarek
-Ale jak to ? przecież mieliśmy ich zabic. - zapytał zdziwiony MACIEK
-myśliwce zestrzeliły samolot w , którym leciał Noobuś ,a bombowce z atomówką nawet jeszcze nie wyleciały.- odpowiedział Czarek. - On nie żyje - dodał po chwili
-Hahaha ! To już koniec frajerzy ! - zaśmiał się DaRoO
MACIEK wziął swoją strzelbę do ręki i uderzył snajpera oraz kapitana zer0. Dwaj żołnierze , którzy przeżyli leżeli na pustyni. Poszukiwania ich trwały 4 dni. Gdy w końcu ich odnaleziono , okazało się , że nic nie pamiętają. Może to i dobrze? Przynajmniej skończyły się męki oddziału Kapitana zer0.
Konrad( KonDzio )
Proszę o wyrozumiałośc , ponieważ to moje pierwsze opowiadanie , które wrzucam na forum :). Komentujcie .
Przepraszam wszystkich tych , których miałem wykorzystac a tego nie zrobiłem . Przepraszam . Może następnym razem :)
War, war never changes ...
Re: Opowiadanie : "Oddział"
No wlasnie dla czego mnie niema w opowiadaniu 

Re: Opowiadanie : "Oddział"
Dooooooooooooooooobre xDKonDzio pisze:swojego największego wroga, który planował przejąc władzę nad światem. Imię jego było Noobuś. Wymawiane na ustach każdego człowieka wywoływało niepokój , strach i lęk.
Nagle medyk upadł. Za jednym z głazów siedział snajper Noobusia. Trafił Pa!na między oczy. Strzelec zwał się le dupa. W ustach miał kubańskie cygaro , a na głowie kowbojski stary kapelusz. Le dupa pochodził z Hiszpanii i był niemową , ponieważ Noobuś odciął mu kiedyś język.
Ej, ale ja miałem przejąć władze nad światem a nie tak głupio zginąć :>
Fajne, ale jeśli chodzi o samo pisanie to sporo przed Tobą jeszcze pracy ;)
Two beer or not two beer?
KonDzio pisze:Imię jego było Noobuś. Wymawiane na ustach każdego człowieka wywoływało niepokój , strach i lęk.
- KonDzio
- Porucznik
- Posty: 658
- Rejestracja: 2011-08-29, 17:40
- Nick w ET: ETPlayer
- Lokalizacja: Białystok
Re: Opowiadanie : "Oddział"
Noobuś uwierz mi , że ja potrafie napisac coś ciekawego . Poprostu nie miałem pomysłów a rozwinięce poszczególnych wątków :) , Jeżeli będę coś jeszcze pisał postaram się bardziej rozwijac te wątki :)
War, war never changes ...
- Volin
- Młodszy major
- Posty: 899
- Rejestracja: 2012-04-16, 14:37
- Nick w ET: Vol'jin
- Lokalizacja: Katowice
- Kontakt:
Re: Opowiadanie : "Oddział"
Świetne opowiadanie :) gratuluję
YOLO SWAGGINS
http://www.youtube.com/watch?v=NE3px41cRqU
Grupa na FB "ET Maniacs"
https://www.facebook.com/groups/111694772324434/
http://www.youtube.com/watch?v=NE3px41cRqU
Grupa na FB "ET Maniacs"
https://www.facebook.com/groups/111694772324434/
Re: Opowiadanie : "Oddział"
Nie chodzi mi o pomysł czy coś. Raczej o wykonanie. Nie zrozum mnie źle - jest całkiem spoko. Ale do profesjonalnego pisarza sporo Ci brakuje. Składnia, słownictwo i te sprawy. Ale inaczej jaka byłaby w tym zabawa?KonDzio pisze:Noobuś uwierz mi , że ja potrafie napisac coś ciekawego . Poprostu nie miałem pomysłów a rozwinięce poszczególnych wątków :) , Jeżeli będę coś jeszcze pisał postaram się bardziej rozwijac te wątki :)
Two beer or not two beer?
KonDzio pisze:Imię jego było Noobuś. Wymawiane na ustach każdego człowieka wywoływało niepokój , strach i lęk.
Re: Opowiadanie : "Oddział"
Ultra mówiący do mnie per Kapitanie, Pa!n, którego załuję i ubolewam nad jego stratą, Nobuś, który jest moim niby równorzędnym przeciwnikiem zamiast moim popychadłem, Czaruś przeciwko mnie? MAciek muskularny? xD Trochę nie realistyczne, ale ciekawie się czytało, póki mniej więcej w połowie opowiadania wena Ci się skończyła i zacząłeś pisać szybko byle skończyć. Następnym razem nie śpiesz się tak, masz wyobraźnie, szlifuj "pióro" i będzie dobrze, czytało się świetnie, mimo, że końcówke troche odpuściłeś :) Mimo wszystko 5 z minusem :)
Nie obiecam ci, że lepszy będzie świat,
ważny jest oczu twoich blask,
Nie obiecam ci, że czas ukoi ból
ważne, że jesteś tu…
ważny jest oczu twoich blask,
Nie obiecam ci, że czas ukoi ból
ważne, że jesteś tu…
Re: Opowiadanie : "Oddział"
Z tego co czytam to nie jesteś dla mnie równorzędnym przeciwnikiem. I'm the bigger badass. Much to learn you still have my young apprientice ;)zer0 pisze:Nobuś, który jest moim niby równorzędnym przeciwnikiem
Two beer or not two beer?
KonDzio pisze:Imię jego było Noobuś. Wymawiane na ustach każdego człowieka wywoływało niepokój , strach i lęk.
Re: Opowiadanie : "Oddział"
wielki mi badass, który nie ma samolotu zaopatrzonego w kamizelki ratunkowe czy jakieś spadochrony, gówno nie badass, giniesz marnie a ja przeżywam w chwale i amnezji xD
Who's the boss?
Who's the boss?
Nie obiecam ci, że lepszy będzie świat,
ważny jest oczu twoich blask,
Nie obiecam ci, że czas ukoi ból
ważne, że jesteś tu…
ważny jest oczu twoich blask,
Nie obiecam ci, że czas ukoi ból
ważne, że jesteś tu…
Re: Opowiadanie : "Oddział"
I Am.zer0 pisze:Who's the boss?
To nie mnie wydymał Maciek i zostawił na pustyni. Kto wie co taki wielki mięśniak zrobił z wami, musiała być ciężka trauma skoro pamięć straciliście...
Two beer or not two beer?
KonDzio pisze:Imię jego było Noobuś. Wymawiane na ustach każdego człowieka wywoływało niepokój , strach i lęk.
Re: Opowiadanie : "Oddział"
Dobre :) Czekam na kolejne ;)
Re: Opowiadanie : "Oddział"
mam ochotę coś swojego napisać jak tak czytam to opowiadanie i widzę, że ludzie na forum są piśmienni, i czytają takie pierdoły :p
Nie obiecam ci, że lepszy będzie świat,
ważny jest oczu twoich blask,
Nie obiecam ci, że czas ukoi ból
ważne, że jesteś tu…
ważny jest oczu twoich blask,
Nie obiecam ci, że czas ukoi ból
ważne, że jesteś tu…
Re: Opowiadanie : "Oddział"
Lepiej nie. Obawiam się o stan psychiczny osób które to przeczytają. Możesz mi na pmke wysłać. Mi już nic nie zaszkodzi, gorzej być nie może.zer0 pisze:mam ochotę coś swojego napisać jak tak czytam to opowiadanie i widzę, że ludzie na forum są piśmienni, i czytają takie pierdoły :p
Two beer or not two beer?
KonDzio pisze:Imię jego było Noobuś. Wymawiane na ustach każdego człowieka wywoływało niepokój , strach i lęk.